Autor |
Wiadomość |
<
Okiem Mesjasza
~
Wysłannik
|
Czy chcecie kontynuacji? |
Tak |
|
71% |
[ 5 ] |
Nie |
|
0% |
[ 0 ] |
Wszystko mi jedno |
|
28% |
[ 2 ] |
|
Wszystkich Głosów : 7 |
|
 |
|
Wysłany:
Nie 12:04, 11 Maj 2008
|
|
|
Story Teller

|
|
Dołączył: 11 Maj 2008
Posty: 55
Przeczytał: 0 tematów
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Gliwic
|
|
WYSŁANNIK
Jeżeli w pięknym i szczęśliwym związku wasza żona niespodziewanie przerwie telefoniczną rozmowę, oznaczać to będzie, że cos jest nie tak. Właśnie tak to było w moim przypadku. Jestem tego wręcz podręcznikowym przykładem. W piątkowy wieczór, tuż po wyjeździe z pracy postanowiłem zadzwonić do mojej żony. Wszedłem do auta by lepiej ją słyszeć, po czym wystukałem na klawiaturze numer.
Po chwili odebrała.
- Tak, słucham? – usłyszałem słodki głosik Marty.
- Cześć kochanie. Dziś będę trochę wcześniej. Może pojedziemy gdzieś na kolację? Dawno nigdzie razem nie byliśmy.
- Dobrze – ucieszyła się.
- Będę za kilkanaście minut. W tym momencie usłyszałem huk. Podniosłem głos. – Marta! Słyszysz mnie?!? Co się stało? – nikt nie odpowiedział. Ruszyłem więc czym
prędzej. Nie zważałem na czerwone światła i zakazy. To była moja żona. Minuty mijały jak godziny. Zatrzymałem się przed domem i wyłączyłem silnik samochodu. W sypialni paliło się światło. Otworzyłem furtkę i zdziwiło mnie, że pies, Max, nie przybiegł jak zwykle mnie przywitać. Wszedłem do domu i wpadłem do sypialni. Widok, który ujrzałem wstrząsnął mną. Marta leżała na łóżku z rozpiętą koszulą i podwiniętą spódniczką a pościel przesiąknięta była szkarłatem. Mój świat się zawalił. Podszedłem do jej bezwładnego ciała, sprawdziłem puls - nie żyła. Przytuliłem ją. Chciałem umrzeć. Nie obchodziło mnie już nic więcej. Śmierć, tylko o niej wciąż myślałem. Zadzwoniłem na pogotowie i wezwałem pomoc. Po odłożeniu słuchawki poszedłem do łazienki i napuściłem do wanny wody. Rozebrałem się i wszedłem do środka biorąc do ręki żyletkę. Płakałem. Jednym machnięciem ręki podciąłem sobie żyły. Woda, na którą patrzyłem zawirowała. Po chwili straciłem przytomność.
Stałem w ciemnym korytarzu. Przede mną znajdowały się drzwi. Otworzyłem je, wszedłem do środka i oślepiło mnie białe, jaskrawe światło. Znalazłem się w owalnym pokoju bez okien ani drzwi. Obróciłem się i nie znalazłem wejścia dzięki któremu tu wszedłem. Obróciłem głowę i podskoczyłem ze strachu. Przede mną stał starszy mężczyzna. Twarz pokrywały mu blizny. Ubrany był w czarny garnitur, płaszcz sięgający mu do kostek i kapelusz. W ręku trzymał również czarną laskę z głową czaszki na czubku.
- Kim...kim jesteś? – spytałem.
- To jest w tym momencie nie istotne, Kamilu Baczyński. – odpowiedział – umarłeś a ja cię wykorzystam. Każdy bowiem, kto popełnia samobójstwo trafia do mnie, Angelusa Delitora.
- Co to oznacza? Pytam, kim jesteś? – Przeraziłem się. Nie byłem osobą wierzącą. Według mnie po śmierci niczego nie ma, nie istnieje także przeznaczenie. To my sami jesteśmy odpowiedzialni za swe czyny i to my ponosimy za nie konsekwencje. Fakt, że znalazłem się w tym miejscu po prostu mną wstrząsnął.
- Zamknij się – warknął – i słuchaj. Nie zasłużyłeś na Raj ani Piekło. To co zrobiłeś było haniebne. Świat nie kończy się na jednej panience. – uśmiechnął się – Musisz wykonać dla mnie zadanie, będziesz moim Wysłannikiem. I nie obchodzi mnie to, czy się zgadzasz. Jeśli dobrze wywiążesz się z powierzonego ci zadania pomyślę o wiecznym odpoczynku dla ciebie.
Nie miałem w takiej sytuacji wyjścia, musiałem się zgodzić. Facet był przerażający a blizny dodawały jego twarzy wyraz okrucieństwa. Moje życie legło w gruzach, co więc miałem do stracenia? – Nic.
- Dobrze – odpowiedziałem – Co mam robić?
- Ześle cię znów na Ziemię. Obudzisz się w klasztorze. Na placu znajdziesz szopę. W niej będzie przygotowane dla ciebie ubranie i sprzęt potrzebny ci do wykonania misji. Pamiętaj, będę cię obserwował a stawka jest ogromna.
- Ale... – zacząłem lecz nie skończyłem.
- Zamilcz. – Powiedział spokojny tonem, co szczerze mówiąc trochę mnie przeraziło. – Twoim celem będzie Prezydent Polski, Kazimierz Podolski. Znajdź, oceń sytuację i zabij.
„Zabić Prezydenta” – Tylko to zaprzątało mi głowę. Z początku przeraziłem się, ale po krótkim namyśle stwierdziłem, że i tak dupka nie lubiłem.
- Dobrze, zrobię to. – odparłem – Lecz co z ochroną? Będzie ich tam wielu. Zabiją mnie.
- Nie mogą cię zabić, a kto stanie na twojej drodze ma zostać zabity. Zrozumiano? A i jeszcze jedno. Takie małe ostrzeżenie. Nie można cię zabić, ale kula przeszywająca twe ciało sparaliżuje cię większym bólem niż ludzi.
- Zapamiętam. Jak dostanę się na Ziemię?
Po wypowiedzeniu tych słów ujrzałem ponownie ciemność. Ocknąłem się po kilku sekundach, minutach może godzinach lub dniach. Sam już nie wiem.
Leżałem na polówce przykryty starym kocem. Wstałem i zobaczyłem, że jestem nagi lecz nie czułem wstydu. Wyjrzałem przez okno. Widok za wspaniały nie był. Zainteresowała mnie komórka na placu. To właśnie tam miałem się udać. Spojrzałem na swe ręce myśląc, iż ujrzę ślady po przecięciach żyletką. Myliłem się. Żadnych śladów nie było. Jak to możliwe? Blizny, i to na dodatek tak głębokie, nie mogą od tak sobie zniknąć...
Po wyjściu na plac udałem się do wskazanego mi przez tajemniczego Angelusa domku. Drzwi były uchylone więc otworzyłem je na oścież. Na wieszaku wisiał czarny garnitur a na stole czarna koszula i biały krawat. Ubrałem się i rozejrzałem wokoło. Pod stołem leżała torba. Wziąłem ją do ręki, była dość ciężka. Rozpiąłem zamek u ujrzałem karabin typu M16, i dwa Glocki. Zamknąłem torbę. W rogu zobaczyłem również srebrną walizkę. Otworzyłem ją a w środku leżała snajperka - Heckler&Koch PSG1. Czytałem kiedyś o nich, ale nigdy nie miałem z nimi do czynienia. Wziąłem do jednej ręki torbę a do drugiej walizkę i wyszedłem.
Był piękny słoneczny dzień. W kieszeni garnituru znalazłem sporo gotówki a że byłem w stolicy postanowiłem zamieszkać przez jakiś czas w hotelu. Pokój był mały. Sypialnia, łazienka z toaletą i prysznicem. Przez okno przedzierały się promienie słoneczne.
Włączyłem telewizor. W wiadomościach usłyszałem wiadomości, że Prezydent ma odwiedzić pojutrze pobliskie więzienie. To była świetna okazja by wypełnić powierzoną mi misję.
Śniadanie zjadłem w pobliskim barze. Gdy czytałem w spokoju gazetę podeszła do mnie piękna, młoda kelnerka. Była szczupłą, zgrabną blondynką o zielonych oczach. Przykro mi to mówić ale od razu zapomniałem o mej świętej pamięci żonie. Po złożeniu zamówienia zaczęliśmy ze sobą rozmawiać. Zdążyłem zaprosić ją nawet na kolację. Nie często w końcu spotyka się taką piękność. Poszedłem do toalety a gdy wróciłem na moim stole leżała koperta. Otworzyłem ją i przeczytałem krótki w treść liścik.
Czeka na ciebie miła niespodzianka w hotelu.
A w pokoju znajdziesz zastrzyki z chloroformem.
Mogą ci się przydać.
AD.
Miła niespodzianka? Nie miałem pojęcia o co w tym chodzi do czasu gdy przekroczyłem próg wejścia do hotelu. Podsłuchałem rozmowę dwóch dość młodych mężczyzn. Rozmawiali o jakiejś kobiecie, którą ktoś zabił... Tak, to któryś z nich ją zabił. Drugi zaś ostrzegał go przed policją. Ponoć znaleźli cos w domu ofiary. Napomniał również o jej mężu... popełnił samobójstwo podrzynając sobie żyły. Zamurowało mnie. Oni rozmawiali o mojej żonie! Popędziłem do pokoju, wyjąłem z torby dwa glocki i schowałem je do kabury, którą wcześniej nabyłem. Zamknąłem drzwi i popędziłem jak najszybciej do wyjścia. Udało mi się zdążyć w samą porę bo dwaj nieznajomi właśnie wychodzili. Rozdzielili się. Poszedłem za zabójcą mojej Marty. Skręcił w boczną uliczkę. Byłem tam tylko ja i on. Wkręciłem do kolby tłumik by nie przybiegł tu ktoś niechciany ani nikt nie wezwał glin.
- Stój! – krzyknąłem. Przepełniała mnie złość i wstręt do tej kanalii.
- Czego Pan chcesz? – odpowiedział.
- Pamiętasz tą kobietę? Tą którą niedawno zgwałciłeś, a później zamordowałeś?
- O czym ty mówisz? – w jego głosie dało się wykryć nutkę strachu.
- Ty bardzo dobrze wiesz o czym... – pokazałem mu broń. Był przerażony. – To była moja żona...
- Niemożliwe. Przecież jej mężulek popełnił samobójstwo...
- A jednak tu jestem i...zamilcz! Teraz mi za to zapłacisz. – Strzeliłem w jego nogę. Szarpnęło nią, a mężczyzna upadł na ziemię. Krzyknął z bólu. – Zamknij mordę! – krzyczałem. Strzeliłem w ramię. Leżał bezbronny na ziemi płacząc.
- Popieprzyło Cię?!? Zostaw mnie! Nie zabijaj, proszę... – błagał.
Byłem już bardzo blisko niego. Pistolet przystawiłem mu do głowy i zauważyłem że zsikał się w gacie. Oferma. Z takiego bliska nie było możliwości, bym spudłował. Strzeliłem między oczy. Krew rozprysła się po ścianie budynku. Stałem nad jego ciałem krótką chwilę po czym schowałem glocka i poszedłem dalej. Muszę się przyznać, że ulżyło mi...i zaczęło mi się to podobać.
Wieczorna randka z Anią przebiegała bez zarzutu. Mieliśmy tyle wspólnego ze sobą.
Po kolacji zaprosiła mnie do siebie. Sprawy potoczyły się dość szybko. Kochaliśmy się kilka razy. Było nam tak dobrze. Czuliśmy oby dwoje, że zostaliśmy dla siebie stworzeni.
Obudziłem się rano przy jej boku. Wiedziałem, że muszę jej coś powiedzieć. W końcu dzisiaj muszę zabić Prezydenta. Tylko co? „Hm, fajna z ciebie ***, ale muszę zabić Prezydenta, wiec mogę spóźnić się na obiad”. Zabrzmiało to głupio nawet w mojej głowie... Zostało więc tylko jedno wyjście – zabić głowę państwa.
Czas mijał szybko. Do pojawienia się Kazimierza Podolskiego w zakładzie karnym zostały dwie godziny. Ania nie odstępowała mnie na krok. Poszedłem wziąć prysznic. Po wyjściu z łazienki włożyłem garnitur, sprawdziłem zawartość torby i pożegnałem się z moją nową miłością mówiąc, że jestem umówiony w sprawie nowej pracy.
Idąc chodnikiem przy zatłoczonej ulicy poczułem smak adrenaliny. Wiedziałem, że przeznaczenie wypełni się już za pół godziny. Nagle ujrzałem więzienie. Stare, szare mury ogrodzone płotem z drutem kolczastym – okropność. Rozejrzałem się wokoło. Wszędzie panował zamęt. Zacząłem się rozglądać za miejscem, gdzie mógłbym oddać strzał. Ludzie, policja, ochrona... Znalazłem. Jakieś sto metrów znajdował się opuszczony, dwupiętrowy budynek. Poszedłem w stronę wejścia. Drzwi były zamknięte. Udałem się na podwórko i znalazłem tylnie wejście. Wyważyłem drzwi i wszedłem do środka. Było ciemno i zimno a sufit i ściany poobwieszane były pajęczynami. Schody były już nieco podniszczone, więc musiałem uważać wchodząc na samą górę. Otworzyłem klapę na dach i przeszedłem przez nią. Widok był idealny. Otworzyłem walizkę, wyciągnąłem snajperkę i zacząłem ją składać. Do komory wsadziłem jeden nabój. Rozpiąłem torbę. Wyciągnąłem snajperkę i położyłem się na ziemi. Wiedziałem co nastąpi po zabiciu Prezydenta. Wszyscy ruszą na mnie.
Spojrzałem przez lunetę i zacząłem ustawiać ostrość. Popatrzyłem na zegarek – zostało pięć minut. Leżąc zacząłem rozglądać się po ulicy w poszukiwaniu limuzyny z obstawą.
Po krótkiej chwili zauważyłem ją. Czekałem aż podjedzie pod wejście. Zatrzymała się i otoczyła ją ochrona wraz z policją. Otworzono drzwi i wysiadł z niej Winduch. To był ten moment. Skupiłem się najbardziej jak umiałem. Na celowniku widziałem jego głowę. Wycelowałem w potylicę i nacisnąłem spust. To trwało sekundę. Martwy Prezydent upadł na ziemię. Wszyscy ludzie zaczęli w pośpiechu i z krzykiem uciekać szukając schronienia. Ktoś musiał mnie dostrzec bo zaraz ujrzałem policję biegnącą w stronę opuszczonego domu.
Zostawiłem sprzęt. Dwa glocki schowałem do kabury a M16 złapałem w dłonie. Wskoczyłem do środka budynku przez klapkę. Usłyszałem kroki. Wszedłem do pobliskiego pokoju i chowałem się za drzwiami. Wkręciłem tłumik. Za chwilę drzwi się uchyliły i ujrzałem stróża prawa. Poczekałem chwilę po czym zamknąłem drzwi i strzeliłem w klatkę piersiową. Bezwładne ciało zwaliło się na podłogę. Zaciągnąłem je do łazienki i wrzuciłem do wanny. Usłyszałem pisk otwieranych drzwi. Przestraszyłem się i wyjrzałem przez dziurkę od klucza. Gdy policjant wyjrzał przez okno wymknąłem się z toalety wyciągając z kieszeni strzykawkę z chloroformem i podszedłem po cichu do ofiary. Szybkim ruchem wstrzyknąłem mu zabójczą dawkę do żyły. Gdy opadał na ziemię chwyciłem go. Położyłem zwłoki na dywanie i przebrałem się. Całe szczęście, że facet nosił podobny rozmiar do mojego. Położyłem obok niego karabin, chwyciłem glocka do ręki i spokojnie opuściłem pokój. Klatka schodowa roiła się od policji. Ktoś mnie o coś spytał. Nie słysząc pytania powiedziałem, że czysto i dał mi spokój. Zbiegłem schodami w dół, otworzyłem wejściowe drzwi i wyszedłem. Wszędzie widziałem policję, a teraz także i oddziały specjalne. Poszedłem na parking. Wsiadłem do jednego z radiowozów, lecz jak to z moim szczęściem bywa ktoś wsiadł za mną.
- No, to gdzieś jedziemy? – spojrzał na moją pierś, gdzie przypięta była plakietka z nazwiskiem. – Kowalski...
Zamurowało mnie. Jego dłoń po przeczytaniu nazwiska powędrowała do kabury. Wiedziałem, że musiał kolesia znać. W końcu to jedna wielka rodzina... Uśmiechnąłem się.
- Nie, nie jedziemy. – zdziwił się. – Ja jadę. – Wyciągnąłem szybko pistolet i strzeliłem w głowę. Poczułem, że na twarz padły mi krople ciepłej krwi.
Nie mogłem się ociągać. Otworzyłem drzwi od strony pasażera i wyrzuciłem ciało ze środka. Ruszyłem z piskiem opon. Po chwili usłyszałem syrenę. Spojrzałem w lusterko i przeraziłem się widząc co najmniej pięć radiowozów. Przyśpieszyłem próbując uciec. Nie chciałem śmierci niewinnych ludzi. Myślałem więc, gdzie pojechać, by nikt z cywili nie ucierpiał. Przypomniało mi się starej fabryce. Skręciłem szybko i wyjechałem na autostradę. Policji z każdą minuta przybywało. Wiedziałem, że to już koniec. Nie wyjdę z tego cało. Akurat wtedy, gdy musiałem poznać wspaniałą kobietę, w której się zakochałem.
„Jeśli dobrze wywiążesz się z powierzonego ci zadania pomyśle o wiecznym odpoczynku dla ciebie.” – szumiało mi w głowie zdanie wypowiedziane przez Delitora.
Więc tak ma wyglądać moja nagroda? Zakochany i zabity by mieć wreszcie święty spokój? Koniec Wysłannika jak mnie wtedy nazwał. Śmierć jest niesprawiedliwa. Pewnie wiedział jak to się skończy.
Nagle przypomniało mi się o telefonie, który zabrałem jednemu z glin. Wyciągnąłem go z kieszeni, odblokowałem klawiaturę i wystukałem numer Ani.
- Słucham? – usłyszałem jej słodki głos po chwili.
- Cześć kochanie. – głos mi drżał.
- Stało się coś? Czemu Cię jeszcze nie ma? – Nie odpowiedziałem. – Kamil! Jesteś tam?
- Ta...tak, jestem. Chcę Cię przeprosić. Za wszystko. Namieszałem w twoim życiu. Wiec tylko, że bardzo mi przykro i że poczułem do Ciebie coś więcej. Chciałbym każdego ranka budzić się przy Tobie... Mogło być tak pięknie.
- O czym ty mówisz? – Chyba zaczęła już płakać. – Przecież za raz wrócisz. Powiedziałeś mi to.
- Słonko, ja już nie wrócę. Zrobiłem coś bardzo złego i muszę ponieść konsekwencję. Właśnie ściga mnie kilka a może i już kilkanaście radiowozów. Nie mam szans. Kocham Cię. – zakończyłem i skończyłem rozmowę.
Byliśmy już niedaleko. Skręciłem na zjazd prowadzący do fabryki.
Jechałem wprost na bramę, którą z wielkim hukiem rozwaliłem. Wjechałem do hangaru a tam ostro skręciłem i zatrzymałem się. Wysiadłem z auta trzymając w ręku glocka.
Nie próbowałem nawet schować się za autem. Wiedziałem, że w magazynku mam dwanaście naboi a to nie wystarczy by ich wszystkich zabić i uciec zapominając o przeszłości. Mimo to nie wypuściłem z dłoni spluwy. Wszyscy wysiedli z aut i schowali się celując we mnie.
- Rzuć broń! – Krzyknął któryś z nich. – Rzuć ją i połóż się na ziemię.
Nie słuchałem go. Zacząłem iść w ich kierunki ściskając coraz bardziej pistolet.
- Zatrzymaj się i rzuć broń! Powtarzam po raz ostatni. W przeciwnym razie będziemy musieli użyć siły!
Uśmiechnąłem się. Człowiek powinien śmierć przyjąć spokojnie. Przed nią nie da się uciec. Ja pogodziłem się już z tym faktem. Wolę zginąć niż trafić na całe życie do więzienia. Szedłem dalej. Usłyszałem krzyk, strzał i ujrzałem...ciemność. Moje ciało przeszył wstrząsający ból jakie nigdy nie odczułem. Rozrywał mnie. Straciłem przytomność.
Ocknąłem się i wstałem. Znów byłem w hali. Spojrzałem w dół i zobaczyłem moje martwe ciało, które przeszyło kilka, może kilkanaście kul. Więc umarłem – pomyślałem. – Nie było aż tak źle. Stanąłem za funkcjonariuszami otaczającymi me ciało i spojrzałem na nich po czym obróciłem się i wyszedłem z miejsca mej drugiej śmierci.
Obróciłem się i ujrzałem po raz drugi postać ubraną w czerń podpierającą się na czarnej lasce zakończonej czaszką.
- Angelus Delitor – zacząłem. – Przykro Cię znowu widzieć.
- Tak... – uśmiechnął się. – Twoja misja została zakończona sukcesem. Wyprzedzę twoje pytanie. Zależało mi na tym, by ten człowiek zginął, ponieważ zagrał kiedyś nieczysto. Oszukał mnie. Więcej nie mogę Ci powiedzieć. Dostaniesz to, co Ci obiecałem: wieczny spokój. Idź więc do swej żony. – zakończył.
- Dziękuję.
Spojrzałem na swoje dłonie. One znikały. Rozpływałem się w powietrzu. Nie przeraziło mnie to jednak. Zdążyłem pojąć, że to Martę naprawdę kochałem przez całe życie a Ania? Ona miała mi jedynie utrudnić wybór. Miałem nadzieję, że widząc to wszystko zdoła mi przebaczyć. Teraz wiem jedno – przed Śmiercią nie ma ucieczki.
Post został pochwalony 0 razy
|
|
|
|
 |
|
 |
|
Wysłany:
Nie 12:07, 11 Maj 2008
|
|
|
Głowa Smoka

|
|
Dołączył: 21 Sie 2007
Posty: 1764
Przeczytał: 0 tematów
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Hongkong Płeć: Mężczyzna
|
|
Czekamy na kontynuację albo choć inne opowiadania w tym stylu!
Post został pochwalony 0 razy
|
|
|
|
 |
|
Wysłany:
Pią 18:50, 16 Maj 2008
|
|
|
Niebieska Latarnia

|
|
Dołączył: 21 Sie 2007
Posty: 99
Przeczytał: 0 tematów
Pomógł: 1 raz Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Z Piekła Rodem
|
|
Niezłe, można by nawet film z tego nakręcić
Post został pochwalony 0 razy
|
|
|
|
 |
|
Wysłany:
Pią 19:31, 16 Maj 2008
|
|
|
Głowa Smoka

|
|
Dołączył: 21 Sie 2007
Posty: 1764
Przeczytał: 0 tematów
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Hongkong Płeć: Mężczyzna
|
|
Tylko kto się tego podejmie...
Post został pochwalony 0 razy
|
|
|
|
 |
|
Wysłany:
Pią 20:00, 16 Maj 2008
|
|
|
Niebieska Latarnia

|
|
Dołączył: 21 Sie 2007
Posty: 99
Przeczytał: 0 tematów
Pomógł: 1 raz Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Z Piekła Rodem
|
|
Materiał jest niezły, taki troszke nietypowy i tajemniczy, gdybym był bogaty, to bym zrobił z tego film xD
Post został pochwalony 0 razy
|
|
|
|
 |
|
Wysłany:
Pią 20:18, 16 Maj 2008
|
|
|
Głowa Smoka

|
|
Dołączył: 21 Sie 2007
Posty: 1764
Przeczytał: 0 tematów
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Hongkong Płeć: Mężczyzna
|
|
Trzymamy Cię za słowo...
Ewentualnie podrzucimy Mesjasza Lucowi Bessonowi albo Davidowi Fincherowi pod drzwi i będziemy tłuc kasę
Post został pochwalony 0 razy
|
|
|
|
 |
|
Wysłany:
Sob 14:53, 17 Maj 2008
|
|
|
Story Teller

|
|
Dołączył: 11 Maj 2008
Posty: 55
Przeczytał: 0 tematów
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Gliwic
|
|
He he he...fajnie jest pomarzyć...
Sam bym go nakręcił, gdybym środkami dysponował...
Post został pochwalony 0 razy
|
|
|
|
 |
|
|
Wszystkie czasy w strefie CET (Europa) |
|
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach
|
|