Forum  Strona Główna
Autor Wiadomość
<    Hyde Park   ~   Hitman : Enemy Within
Weasley55
PostWysłany: Śro 15:44, 30 Lip 2008 
Głowa Smoka
Głowa Smoka

Dołączył: 07 Paź 2007
Posty: 543
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 5 razy
Ostrzeżeń: 0/5


Agent 47 podążył za Gazeau do biura policyjnego urzędnika i uderzyło go to, jak ciemne ono było. Odrobina światła emanowała z małego okna wysoko nad głową Sous-Prefer i z lampy na dobrze wypolerowanym, dębowym biurku. Masywny mebel był antykiem, prawdopodobnie ocalałym z siedziby francuskiego rządu kolonialnego, zakonserwowanym przez pokolenia dumnych urzędników państwowych.

Człowiek siedzący za biurkiem był ogromny, czego nie mógł ukryć nawet jego workowaty strój do joggingu rozmiaru XXXL. Był niebieski, z białymi paskami na ramionach i udekorowany tak wieloma symbolami Nike, że nie mógł być markowy.

Urzędnik wskazał dwa pomarańczowe, plastikowe krzesła. Mówił lekko łamaną Angielszczyzną.

- Proszę usiąść. Nazywam się Omar Al-Sharr. Wstałbym, ale moja kolana sprawiają problemy

„Taylor” i Gazeau przedstawili się, usiedli na twardych, plastikowych krzesłach i czekali by zobaczyć, dokąd zaprowadzi ich ta rozmowa W biurze było ciepło. Bardzo ciepło, pomimo wielkich starań wychudzonego chłopca. Był za niski by usiąść na rowerowym siedzeniu, więc stał pedałując. Każdy obrót poruszał łańcuchem, który poruszał serią starych pasów samochodowych, napędzających prowizoryczny wiatrak. Niezależnie od tego, czy było to zrobione po to by stworzyć miejsce zatrudnienia, czy zrekompensować wadliwą sieć energetyczną w Mongo, tylne koło obracało się, łańcuch terkotał, a wiatrak skrzypiał popychając nieruchome, ciepłe powietrze ku monumentalnemu biurku.

- Więc.- Powiedział Al-Sharr biorąc Autorisation de Circuler od Gazeau i udając, że je sprawdza. – Opowiedzcie mi o tych próbkach minerałów.

Agent 47 spodziewał się takiego lub podobnego pytania i przywołał historię-przykrywkę, mówiącą o tym, że w pobliżu Mongo mogą występować wysokiej jakości złoża rud żelaza. Na dowód tego wymysłu składały się rdzawoczerwone kamienie leżące z tyłu ciężarówki.

Wyraz twarzy Al-Sharra mówił, że nie uwierzył on w ani jedno słowo, ale skinął głową, jak gdyby uwierzył i sięgnął do ocynkowanego zbiornika, który znajdował się obok jego zbyt dużego krzesła. Zawierał on dość chłodną wodą i tuzin puszek dietetycznej Coli. Podniósł jedną z nich by pokazać ją swoim gościom.

- Chcecie się czegoś napić? Nie? Dajcie znać, jeśli zmienicie zdanie.

Gdy to powiedział otworzył puszkę, wziął długiego łyka i wytarł usta wierzchem dłoni. Lekki beknięcie posłużyło jako wykrzyknik.

- Gdzie skończyliśmy? Ah tak. Możliwość występowania rudy żelaza. Gdy potwierdzicie ich występowanie i zdobędziecie pozwolenia na wydobycie, Czad wiele zyska. W międzyczasie rząd będzie musiał polegać na bardziej skromnych źródłach dochodów, takich jak cła. Więc jeśli z łaski swojej dostarczycie 10.000 euro lub 9.165 dolarów, wypełnimy wszystkie niezbędne papiery i pozwolimy wam na wywóz.

To była skandaliczna suma, o wiele wyższa, niż wymagał rząd i niż legalna firma zgodziłaby się zapłacić. To przyspieszyło rozwój wypadków. 47 Zmarszczył brwi. – Naprawdę? To o wiele za wysoka cena, niż ta, której oczekiwaliśmy. Tak wysoka, że musimy skontaktować się z naszym pracodawcą i spytać o instrukcje.

Al-Sharr był zaskoczony. Może jego przeczucia go zawiodły? Może ci ludzie byli tymi, za których się podawali? Albo może byli zbyt pazerni by zapłacić wysoką łapówkę? Napił się kolejnego łyka Coli, odstawił puszkę i poczuł pierwsze oznaki głodu. Była jego pora na lunch, następnie drzemkę i zimną kąpiel. – Oto wasze dokumenty. Dajcie mi znać, gdybyście potrzebowali czegoś jeszcze. Miłego dnia, panowie.

- Jest jedna rzecz – powiedział 47, wstając razem z Gazeau. Mógłby Pan nam powiedzieć czy konwój trzech samochodów i około piętnastu ludzi przejeżdżał przez Mongo w ciągu ostatnich 24 godzin? To nasi przyjaciele i chcemy ich dogonić.

Biorąc pod uwagę, że Al-Sharr zaprosił Al-Fulani i jego świtę na huczną imprezę poprzedniej nocy i był na jego liście płac od 3 lat, nie było wątpliwości, kogo cudzoziemiec miał na myśli. Jednak czy mężczyźni stojący przed nim to przyjaciele Al-Fulani? Czy może wrogowie? Nie wiadomo. Bez względu na to, biorąc pod uwagę, że i tak mogli kupić tą informację od tubylców, pomyślał, że lepiej mówić prawdę.

- Tak, faktycznie przejeżdżał. Marokańczyk, o ile się nie mylę. On i jego grupa wyjechali wcześnie rano.

Agent 47 podziękował policjantowi i wspólnie z Gazeau opuścił biuro Sous-Prefet

Dwójka mężczyzn właśnie wyszła z budynku i była w połowie bramy, gdy Al-Sharr wezwał kaprala do biura. Byli spokrewnieni, więc nie było sensu udawać.

- Znajdź kogoś, kto będzie ich śledził. Kogoś wiarygodnego. I informuj mnie na bieżąco. Może są tymi, za kogo się podają… A może nie. Zadzwoń, gdy coś odkryjesz. Idę na lunch

Kapral skinął głową, posłał po swojego szwagra i wrócił za biurko

Wiatrak się obracał, muchy brzęczały, a ludzie, którzy zajęli ławki, dalej czekali.

KONIEC ROZDZIAŁU XII

CDN


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Weasley55
PostWysłany: Czw 13:21, 31 Lip 2008 
Głowa Smoka
Głowa Smoka

Dołączył: 07 Paź 2007
Posty: 543
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 5 razy
Ostrzeżeń: 0/5


( Ten autor ma nieco wkur...wiającą metodę pisania rozdziałów długich na 25 stron, po czym następny rozdział ma 2 lub 3 Razz)

ROZDZIAŁ XIII

NA POŁUDNIOWY WSCHÓD OD OUM-CHALOUBA, CZAD

Mrok opadł na pustynię, zostawiając tylko 6 małych ognisk by zwalczały noc, gdy wynędzniałe dzieci zjadły resztki jedzenia, jakie im dawano. Powietrze robiło się chłodne, znowu umożliwiając podróż, więc była pora, aby ruszać.

Zgodnie z wolą Allaha, Mahamat Dagash i jego ludzie dostarczą dzieci na targ w Oum-Chalouba tuż przed świtem. Pomimo, że zasadzka przebiegła nadzwyczaj dobrze, od tego czasu pojawiły się problemy. Najpierw z Land Cruiserem, którego naprawa zajęła cały dzień, potem z dziećmi, ponieważ ich nogo były krótkie, a one same cierpiały z powodu niedożywienia. To czyniło je nieznośnie powolnymi.

Biczowanie tych małych nędzarzy zawsze było dobrym sposobem na szybkie zwiększenie tempa, ale sieroty wkrótce znowu zwalniały, wiecznie testując cierpliwość poganiaczy. Jednak teraz, kiedy zostało im kilka godzin drogi, Dagash poczuł, że jego nastrój się poprawia.

- Zgasić ogniska! – Rozkazał szorstko, robiąc obchód. - Załadować ciężarówki!. Dajcie każdemu dziecku pić. Już prawie jesteśmy.

Ta wiadomość wystarczyła by wywołać uśmiech na twarzach poganiaczy. Każdy z nich nie mógł się doczekać dobrego posiłku, ciepłej kąpieli i sowitej wypłaty. Pieniędzy, dzięki którym utrzymają rodziny, kupią samochody i być może otworzą firmy.

Wrócili do pracy z entuzjazmem.

Kola miała 10 lat. Zarówno ona jak i jej 7-letni brat Baka przeżyli atak poganiaczy niewolników, ale zostali sierotami w czasie jego trwania. Teraz, gdy Dagash wykrzykiwał rozkazy i jego ludzie spieszyli by je wykonać, mała dziewczynka wiedziała, co zrobić. Opór był bezsensowny, a kary mogły być bolesne, więc kazała Bace wstać i zająć miejsce w rzędzie.

- Nie! – Powiedział buntowniczo chłopczyk. – Jestem głodny… i zmęczony.

- Wszyscy jesteśmy. – Odparła Kola cierpliwie. – Rób to, co mówię, albo jeden z tych mężczyzn Cię uderzy

- Co z tego? – Posępnie spytał Baka. – Byłem bity już wcześniej. Oni chcą nas sprzedać.

- To prawda.- Przyznała dziewczynka spokojnie. – Ale przeżyjemy. Co ważniejsze, Ty przeżyjesz. Tak długo jak będziesz żył, będą żyli wszyscy nasi przodkowie.

Nie mając pisemnych danych, na których można by się było opierać, każde dziecko z plemienia Dinka musiało znać cały swój rodowód w bardzo młodym wieku. Często sięgał on setki lat wstecz. Robiono to, ponieważ pamięć o swoich przodkach utrzymywała ich przy życiu.

Ponieważ kobiety przejmowały nazwiska mężów, a Baka był ostatnim mężczyzną w ich najbliższej rodzinie, ciężar całej linii rodu spoczywał na jego wątłych barkach. To była naprawdę wielka odpowiedzialność. Przypomniawszy sobie o swojej roli na świecie, Baka wstał.

- Przepraszam. – Powiedział tonem pełnym skruchy – Masz rację.

Dwoje dzieci trzymało się za ręce, gdy szli w kierunku, gdzie czekał pierwszy Land Cruiser i zajęli miejsca w szeregu. Silnik 4X4 zaryczał i jego światła postojowe wskazywały drogę, gdy dzieci wędrowały przez pustynię.

Gdzieś, za kurtyną ciemności, miliony ludzi spało.

KONIEC ROZDZIAŁU XIII

CDN


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Weasley55 dnia Czw 13:22, 31 Lip 2008, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Weasley55
PostWysłany: Pią 13:33, 01 Sie 2008 
Głowa Smoka
Głowa Smoka

Dołączył: 07 Paź 2007
Posty: 543
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 5 razy
Ostrzeżeń: 0/5


ROZDZIAŁ XIV

ABECHE, CZAD

Agent 47 był tak wyczerpany, że gdy wóz wjechał do Abeche, odpuścił sobie kolację i poszedł prosto do łóżka, którym był wąski kawałek betonu obok cienkiego materaca ze skrzypiącymi sprężynami. Twarda jak kamień podłoga zdawała się z początku ruszać, jak gdyby wciąż był w ciężarówce, ale odczucie to zniknęło, gdy zmorzył go sen.

47 śnił właśnie o grze bez żadnych zasad, gdy Gazeau trącił go w ramię.

- Obudź się, Alex. Musimy się stąd wynosić. – Jeśli fakt, że jego klient wybrał sen na twardej podłodze, zamiast na łóżku, wydał się Libijczykowi dziwny, ten nie dał po sobie tego poznać.

47 zerknął na tarczę swojego zegarka.

- Daj mi spokój… Jest druga nad ranem.

- Racja. – Przyznał Gazeau. – Idealna pora, żeby wyjść! Pamiętasz helikopter? Ten stojący obok komisariatu? Wylądował 10 minut temu i zgadnij, kto wyszedł mu na powitanie… Pan Citroen.

Zabójca zaklął, odrzucił koc i wstał. Stary Citroen podążał za nimi od Mongo. Gazeau zauważył błysk światła od jednego z pistoletów z nierdzewnej stali, które Taylor zwykle miał przy sobie i zdał sobie sprawę, że prawdopodobnie ta broń chwilę wcześniej była w niego wymierzona.

- Skąd o tym wiesz? – Spytał zabójca.

- Numo śledził Pana Citroena w drodze na pas startowy. – Odpowiedział zwyczajnie Libijczyk. – Ale nie to jest najgorsze… Al-Sharr był na pokładzie helikoptera. Myślę, że możemy przypuszczać, że Pan Citroen pracuje dla niego.

Spodnie agenta wisiały na oparciu rozklekotanego krzesła. Założył je w pośpiechu.

- Al-Sharr? Gliniarz?

- Ten sam.

- Nie mamy szans ze śmigłowcem.. – Zauważył 47, gdy jego przybory do golenia znalazły się w walizce.

- Nie. – Zgodził się Gazeau. – Ale helikopter nie jest uzbrojony. Jasne, mogą zasypać nas serią z AK-47, ale to wszystko.

Zabójca uśmiechnął się lekko. – Czy to nie wystarczy?

- Może być odrobinę niewygodnie. – Przyznał ironicznie. – Ale możemy odpowiedzieć ogniem! Śmigłowce to delikatne maszyny. Wątpię żeby pilot długo pozostał w jednym miejscu.

- Ale co z władzami? Czy Al-Sharr nie wezwie wsparcia?

Możliwe. – Zgodził się spokojnie Gazeau, wypuszczając swojego klienta przez brudne, tylne drzwi hotelu. – Ale wątpię. Pamiętaj, może i jesteśmy w Czadzie, ale łapówki są wciąż nielegalne. Ten grubas nie może pozwolić na to by jego szefowie dowiedzieli się, co zamierza.

Agent 47 miał nadzieję, że Libijczyk ma rację, ale wciąż był pełen niepokoju, gdy usiadł na tylnym siedzeniu, a Numo jechał Unimogiem w chłodną noc Sahary. Byli około 160 kilometrów od Oum-Chalouba. Tam, jeśli Agencja się nie myliła, Al-Fulani zameldował się w hotelu i prawdopodobnie cieszył się nocnym snem. Czy gruby policjant zacznie pościg? Czy Al-Fulani zostanie w Oum-Chalouba na tyle długo by zabójca go dogonił?

Był tylko jeden sposób by się dowiedzieć.

Bardzo szybka jazda byłaby niebezpieczna, ponieważ wiele pułapek czyhało w ruchomych piaskach, więc godziny mijały na jeździe w tunelu, utworzonym przez reflektory ciężarówki i czekaniu aż Eurocopter EC 135 zahuczy im nad głowami. Ale nic się nie stało i, dzięki ich zniknięciu wcześnie rano połączonym prawdopodobnie z widoczną niechęcią Al-Sharra do ścigania ich w godzinach mroku, 47, Gazeau i Numo byli w stanie sporo się oddalić. Gdy słońce wzeszło byli na prostej piste ( drodze), jadąc około 48 km/h w kierunku skupiska bazaltowych wież, które były jedynymi rzeczami, na które warto było popatrzeć.

Odległości mogły być i często bywały zwodnicze, co oznacza, że nawet jeśli kamienne iglice wydawały się być stosunkowo blisko, były tak naprawdę wiele mil stąd.

Minęło prawie pół godziny, nim skały odpowiednio urosły i droga skręciła na zachód od nich. Wtedy coś pojawiło się na niebie, krążąc za skalnymi kolumnami i wyłoniło się by lecieć prosto ku nim. EC 135 był nie więcej niż 15 metrów nad ziemią i rósł z każdą mijającą sekundą.

- Tam jest!- Odrzekł Gazeau ponuro. – Wygląda na to, że gruby skurczybyk w końcu podniósł się z łóżka

Agent 47 próbował obserwować mijający ich helikopter, ale dach zasłaniał mu widok. Pomyślał o broni załadowanej z tyłu, ale wiedział, że żadna z nich nie byłaby zbyt efektywna w starciu ze śmigłowcem.

Potem, zawracając, Eurocopter doleciał do lewej strony ciężarówki i przyspieszył, niecałe 18 metrów od okna od strony kierowcy. Kurz pofrunął do tyłu i zawirował w powietrzu. Sous-Prefet Al-Sharr był wyraźnie widoczny za akrylowym szkłem i gestami kazał Gazeau się zatrzymać. Libijczyk odpowiedział wulgarnym gestem, co spowodowało, że śmigłowiec poleciał do przodu i ostro zakręcił

- O-o – powiedział Gazeau. – O ile chcesz się założyć, że Al-Sharr przywiózł ze sobą jednego ze swoich gliniarzy?
Agent 47 nie miał możliwości odpowiedzieć, gdy helikopter przeleciał obok prawej strony ciężarówki i mężczyzna otworzył ogień z AK-47. Strzelanie z karabinka automatycznego z ruchomej platformy wymagało ćwiczeń, zwłaszcza strzelanie do szybko ruszającego się celu. Wkrótce stało się jasne, że policjant wiedział, co robi.

Zabójca usłyszał serię brzdęków, gdy 6 pocisków 7,62 mm trafiło pojazd. Potem EC 135 zniknął, dając czas strzelcowi na wciśnięcie świeżego, 30-nabojowego magazynka w podajnik karabinu i przygotowanie się na następne minięcie. Agenta 47 odrzuciło, mimo pasów bezpieczeństwa, gdy Gazeau wcisnął hamulce.

- Co do diabła robisz? – Spytał. - Wystrzelają nas jak kaczki!

- Nie, nie wystrzelają. – Odparł Libijczyk. Spodziewają się, że się zatrzymamy.

Agent 47 usłyszał znajomy trzask i odwrócił się by odkryć, że Numo wyposażył się w swoje własne AK-47. Libijczyk wyszczerzył zęby, gdy pojazd zatrzymał się. Najpierw karabin… Teraz to Wygląda na to, że Gazeau miał mały arsenał na pokładzie ciężarówki. Co, zważywszy na to, jak sprawy się toczyły, było dobrym pomysłem.

Podwójne turbiny Pratt & Whitney PW 206B2 zahuczały głośno, gdy pilot ostro zakręcił maszyną. rozdmuchnął piasek na stojącą już ciężarówkę i unosił się tuż nad piste. Śmigłowiec miał kokpit z Avionique Nouvelle* i szklaną osłoną kabiny pilota, dzięki której Al-Sharr widział ciężarówkę przed nim, ale oznaczało to także, że widzieli go również jej pasażerowie. To, plus fakt, że nachylony dziób śmigłowca uniemożliwiał kapralowi z AK-47 użycie broni, oznaczało fatalny błąd.

* ( z francuskiego „nowa awionka”, czyli nowa elektronika w samolocie. – Dop. Weasley55)


Jednak, w momencie gdy Sous-Prefet miał coś powiedzieć przez system nagłaśniający śmigłowca, Numo zeskoczył z Unimogu i wystrzelił serię trzech naboi. Dzięki temu, że helikopter był w jego zasięgu, dwa z trzech pocisków trafiły w zamierzony cel. Tuż nad głową Al-Sharra pojawiła się dziura. Pilot spanikował, a to doprowadziło do drugiego błędu.

Zamiast wycofać się by osłonić silniki, pilot skręcił w prawo. To dało Numo możliwość, na którą czekał. Możliwość czystego strzału w lewy silnik. Karabin zaterkotał, gdy Libyjczyk wystrzelił cały magazynek w odsłoniętą turbinę. Ta „ zakrztusiła” się, wydzieliła z siebie dym i śmigłowiec zaczął spadać w dół, obracając się.

EC 135 zakołysał się, gdy pilot odciął dopływ paliwa do lewego silnika i włączył jego bliźniaka. Przód pochylił się, pozostała turbina wyła, i śmigłowiec zaczął się wycofywać. Jednak w tym czasie Agent 47 wyszedł z pojazdu, wyciągnął obydwa Silverballery i szedł w stronę pojazdu, jednocześnie strzelając. Puste łuski opadały łukiem daleko od zabójcy i wąska siatka dziur pojawiła się wokół głowy pilota, gdy ten przechylił się do przodu.

Człowiekowi, którego Gazeau znał jako Alex Taylor, szybko skończyła się amunicja, ale wtedy mieli jeszcze świeży magazynek do AK-47 i Numo wciąż strzelał, gdy Eurocopter uderzył o ziemię. Pozostały silnik wył, gdy helikopter przechylił się do tyłu, główny wirnik się roztrzaskał i kawałki ostrza przecięły powietrze.

Silverballer z długą lufą powędrował do kabury.Czynność wciśnięcia nowego magazynka do krótszej broni był tak naturalny, jak oddychanie, ale nie było potrzeby tego robić. Grubas ciągle żył, usiłując się uwolnić, ale było za późno i 47 ostatni raz zerknął na zrozpaczoną twarz policjanta, gdy 135 wybuchł. Rozległy się 3 eksplozje i mimo, że był około 68 metrów od miejsca wybuchu wciąż musiał iść z twarzą w piasku, gdy ściana gorąca przeszła i kawałki płonących szczątków spadały wokół.

Wreszcie, gdy eksplozja się skończyła, zabójca wstał. Gazeau pojawił się obok niego.

- Minie kilka dni nim rząd to posprząta… Zakładając, że w ogóle to zrobią. Wciąż jednak będzie wokół tego węszyć masa żandarmów. Byłoby więc dobrze gdybyśmy mogli wjechać i wyjechać z Oum-Chalouba tak szybko, jak tylko możliwe.

Agent 47 skinął głową.

- Mi to pasuje. Wynośmy się stąd.

CDN


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Weasley55
PostWysłany: Sob 11:52, 02 Sie 2008 
Głowa Smoka
Głowa Smoka

Dołączył: 07 Paź 2007
Posty: 543
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 5 razy
Ostrzeżeń: 0/5


OUM-CHALOUBA, CHAD

Miasto Oum-Chalouba miało jedną rzecz, bez której żaden pustynny podróżnik nie mógł się obejść. Była to woda. Dowodem były gaje bujnych daktylowców, prywatne ogrody, na które można było zerknąć przez częściowo uchylone bramy oraz fontanna wyłożona kafelkami, stojąca na placu.

Niestety fontanna była sucha już od prawie dwóch lat, od chwili, gdy zepsuła się sześćdziesięcioletnia pompa. Nowa była już zamówiona, przynajmniej tak twierdził maire ( burmistrz). Jednak żaden z lokalnych mieszkańców nie spodziewał się by woda wpłynęła do wielkiej misy w najbliższym czasie.

W skład miejskiej architektury wchodził samotny kościół katolicki, trzy meczety, budynek administracyjny francuskiego rządu kolonialnego i baza wojskowa w kiepskim stanie. Były także trzy naprawdę świetne XIX-wieczne domy, tuziny budowli z płaskim dachem, podobne do innych widzianych w Środkowym Wschodzie i szeroki suk z metalowym dachem, który działa ponad sto lat.

Tam właśnie byli Al-Fulani i jego świta, gdy właściciele stoisk zachwalali swoje towary, głośna muzyka ryczała z wszechobecnych odbiorników radiowych i złotnik wyklepywał ozdobne wzory na dużym półmisku. Powietrze wokół nich było gorące i przepełnione zapachami przypraw, koziego mięsa z rusztu i garbowanej skóry.

Ludzie mówili, że w suku można kupić wszystko i bazując na tym, co widziała Marla, miel rację. Oprócz jedzenia, ubrań i artykułów gospodarstwa domowego, Agentka Puissance-Treize widziała stoiska wypełnione wojskowymi mundurami, używanymi częściami samochodowymi, protezami, egzotycznymi zwierzętami, haszyszem i wszelkiego rodzaju bronią. Jednym słowem każdy znajdzie tu coś dla siebie.

Ale suk miał także innego rodzaju towary na sprzedaż. Coś, czym kiedyś handlowano na głównym rynku, gdzie Tuaregowie o surowych oczach stali wokół, gdy karawana wielbłądów wlokła się przez miasto. Ludźmi. Ich właśnie chciał kupić Al-Fulani podróżując całą drogę z Fez. Szczególnie dzieci, które mogłyby pracować dla jego tak zwanego „sierocińca”, gdzie służyłyby bogatym pedofilom, dopóki nie dorosną na tyle by nie być uznawane za młodych.

Wtedy niewolnicy byliby znowu wystawieni na sprzedaż. Tak działał rynek, którego Al-Fulani i jego strażnicy szukali. Jednak dopiero po zatrzymaniu się by obejrzeć wszelkiego rodzaju towary, pogawędzić z właścicielami straganów i kupić różne świecidełka. Al-Fulani wyraźnie się z tego cieszył.

Marla widziała to z innej perspektywy, ponieważ widziała ten zawiły rynek jako idealne miejsce na zasadzkę. Jednak Al-Fulani nigdy nie potraktuje tego problemu na poważnie.

- Wierzę w Ciebie, moja droga.” Powiedział biznesmen, gdy przypomniała mu o niebezpieczeństwach. – Poza tym. Kto szukałby mnie tutaj?

To, co miało być dziesięciominutową przechadzką przez suk, stało się godzinną wyprawą po zakupy, która w końcu doprowadziła grupę do zniszczonych resztek tego, co kiedyś było pałacem. Pociski artyleryjskie zniszczyły kopułę budynku w czasie wojny z Libią we wczesnych latach 80-tych, Sztucznie otwarte na błękitne niebo, w większości nietknięte ściany obejmowały teren, gdzie niezliczona ilość zwierząt była sprzedawana i kupowana każdego dnia. Smród ich kału był tak mocny, że Marla musiała oddychać przez usta idąc za Al-Fulani do okrągłego, ogrodzonego miejsca.

Kobiety były tutaj rzadko widziane, więc mężczyźni odwracali się i gapili, gdy Marokańczyk i jego świta weszli. Trzech obserwatorów było ubranych w keffiyeh* i czarne thawby do kostek, rozcięte po bokach by mieli łatwy dostęp do broni. Dzięki okularom przeciwsłonecznym i koziej bródce, które nosił, 47 był pewny, że nie zostanie rozpoznany.

*( tradycyjne arabskie nakrycie głowy. Keffiyeh układa się w turbany – dop.Weasley55)

Znalezienie domu, w którym mieszkał Al-Fulani było łatwe, dzięki zwiadowczym umiejętnościom Numo. Wszyscy w suku zdawali się wiedzieć, dlaczego Marokańczyk przybył do miasta. Więc zamiast śledzić biznesmena i prawie na pewno zostać wykrytym, zabójca wolał wyprzedzać jego ruchy. Teraz, gdy Marla zatrzymała się by obwiązać sobie twarz chustą, 47 wiedział, że dobrze zrobił.

Byli także inni potencjalni kupcy, niektórzy byli znani Al-Fulaniemu i witali go z szacunkiem, gdy ten podążał ku rządowi siedzeń, zarezerwowanych dla bogatych VIPów. Gdy biznesmen usiadł, pojawiła się tacka z malutką filiżanką bardzo mocnej kawy i różnymi słodyczami i Al-Fulani w pełni z niej skorzystał, gawędząc z mężczyzną siedzącym po prawej.

Marla stała tuż za swoim klientem, gdzie mogła go osłaniać, badając oczami duży teren. Kupujący i sprzedający sformowali okrąg, przerwany dwoma ścieżkami, przez które towar był wwożony lub wywożony. Ale jej oczy były gdzie indziej, omiatając tanie siedzenia i szukając jakichkolwiek oznak zagrożenia.

Nagle oddział dziesięciu umundurowanych policjantów wypełnił obszar. Wizja palącego się helikoptera pojawiła się w głowie 47. Zabójca cicho zaklął i włożył rękę w swój obszerny thawb, gdy Gazeau szturchnął go w ramię.

- Spójrz! – Powiedział Libijczyk. – Są wynajęci!

Pewnie tak było, bo zamiast zatrzymać aukcję niewolników, wkrótce stało się jasne, że byli tam po to by ją chronić. Pierwszą rzeczą, jaką zrobili, było zabezpieczenie obu wejść, później rozdzielili się by skontrolować cały pokój. To był także dobry pomysł, bo wielu tutaj obecnych miało przy sobie dużo gotówki.

Zabójca puścił broń z krótką lufą, rozluźnił rękę i nakazał swojemu ciału się odprężyć. Miał nadzieję porwać Al-Fulani tuż sprzed nosa Marli, ale obecność policji położyła kres tym planom, więc mógł tylko czekać.

Aukcja niewolników rozpoczęła się chwilę później, gdy pojawił się człowiek w lnianej czapce i nieskazitelnie białym garniturze. Zwrócił się do tłumu po Francusku i sądząc po głosie, była to przemowa, którą wygłaszał już wiele razy. Mówiła o tym, że rynek nie jest odpowiedzialny za stan umysłowy, emocjonalny i zdrowie psychiczne ludzi, wystawionych na sprzedaż. Wszystkie transakcje zostaną przeprowadzone w Euro, cały towar zostanie zebrany zaraz po aukcji i wtedy też sprzedaż się zakończy.

Po wstępie, pierwsza grupa kupców zgromadziła się w pokoju. Byli to wyłącznie mężczyźni i, sadząc po wyglądzie, wszyscy z tego samego obszaru geograficznego. Prawdopodobnie Sudanu lub Republiki Środkowoafrykańskiej, gdzie bardzo słabo chroniono przestrzegania prawa. Groźnie wyglądający, biały mieszkaniec Afryki Południowej kupił całą partię, pewnie do pracy w nielegalnej kopalni diamentów, albo zbierania plonów na farmie na odludziu.

Następna grupa niewolników składała się z kobiet, wszystkie rozebrano do naga, nim siłą zmuszono je do wejścia. Tutaj, było już wielu chętnych. Nie sposób było się dowiedzieć, ale pewnie co bardziej urodziwe kobiety były przeznaczone na prostytucję w tuzinie możliwych krajów. Reszta natomiast trafi do bogatych domów, gdzie będą żyły życiem niewolnic.

Ale Al-Fulani nie interesował się tym dopóki wszystkie kobiety nie zostały sprzedane i Mahamat Dagash wprowadził swoją grupę wychudzonych dzieci na arenę. Wtedy Marokańczyk odstawił filiżankę kawy i zaczął oglądać niewolników przez małą lornetkę.

Kola i jej brat Baka wystraszyli się tłumu i trzymali się razem, dopóki Dagash nie rozdzielił ich siłą.

Gdy wznowiono aukcję widać było nagłe ożywienie, a Al-Fulani konkurował z czarnoskórym mężczyzną z Nigerii. Gdy ten proces dobiegł końca, Al-Fulani był zadowolony z osiemnastu dzieci, które będą mu towarzyszyły w drodze do Fez.

Kola wybuchła płaczem, gdy Baka został od niej zabrany i musiał dołączyć do tych, których kupił ten człowiek.

- Pamiętaj moje imię! – Krzyknęła rozpaczliwie dziewczynka, gdy go zabrali. – Tak, jak ja będę pamiętać Twoje!

Baka próbował odpowiedzieć, ale zachwiał się, gdy otrzymał cios wierzchem dłoni w usta i mężczyzna uzbrojony w bicz wykrzykiwał rozkazy, których młodzieniec nie mógł zrozumieć.

- Będziemy śledzić niewolników Al-Fulani. – Powiedział Agent 47. –Później, gdy do nich dołączy, wykonamy nasz ruch.

Gazeau skinął potwierdzająco, ale w głębi duszy wiedział, że to nie będzie takie łatwe, ponieważ w Afryce Północnej nic nigdy nie było łatwe.

Aukcja dobiegła końca i tłum zaczął się zmniejszać. Marla spostrzegła kątem oka mężczyznę, który z początku wyglądał znajomo, ale po spojrzeniu drugi raz, agentka Puissance-Treize zdała sobie sprawę, że się myliła. Mężczyzna nie tylko nosił panoramiczne okulary i był ubrany w thawb, ale najwidoczniej siedział w towarzystwie dwóch Arabów, a Agent 47 był znany z tego, że pracuje sam.

Po chwili arena zaczęła się wyludniać i życie toczyło się dalej.

CDN


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Weasley55
PostWysłany: Wto 11:45, 05 Sie 2008 
Głowa Smoka
Głowa Smoka

Dołączył: 07 Paź 2007
Posty: 543
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 5 razy
Ostrzeżeń: 0/5


( może trochę przesadziłem z długością tego fragmentu, ale będzie się łatwiej kopiować Razz )

NA PÓŁNOCNY ZACHÓD OD OUM-CHALOUBA

Minął dzień od aukcji w Oum-Chalouba, a sprawy nie układały się dobrze. Obserwując konwój czterech pojazdów Al-Fulaniego, który opuszczał miasto oraz podążając za nim na pustynię, Agent 47 i jego kompani mieli się zbliżyć do Marokańczyka, gdy ciężarówka wypełniona policją minęła ich z rykiem. Kilka mil dalej, wjeżdżając na płaskowyż, zabójca był w stanie popatrzeć na północny zachód. Tam zobaczył pięć obłoków kurzu, każdy w bliskiej odległości od siebie, które wskazywały na to, że Al-Fulani miał policyjną eskortę. Ta, razem z Marlą i jej ochroniarzami, byłaby niemożliwa do pokonania, zwłaszcza na otwartym terenie.

Więc, była to frustrująca myśl, mogli tylko podążać za Marokańczykiem i czekać aż coś się wydarzy.

Czas mijał żmudnie, dopóki czerwono-pomarańczowe słońce nie zawisło na niebie i miasto Faya nie pojawiło się przed nimi. Zgodnie z mapą było ono większe od Oum-Chalouba i miało własne lotnisko, więc 47 był zdziwiony, gdy odległe obłoki pyłu skręciły w prawo i skierowały się na północ.

- Co on do diabła robi? – Wymamrotał zabójca, gdy pojazd przedzierał się przez serię wydm, a Gazeau walczył z wielką kierownicą.

- Nie ma sposobu by się tego dowiedzieć. – Powiedział Libijczyk ponuro. – Ale moim zdaniem Sous-Prefet w Faya jest o wiele lepszy niż ten w Oum-Chalouba i zapewne nie pochwala niewolnictwa. To zmusza Al-Fulani do użycie jedynego innego lotniska w okolicy, czyli portu lotniczego w Quadi Doum.

Agent 47 zmarszczył brwi. – Quadi Doum?

- Taaa. – odparł tamten – W latach 80-tych, gdy Muammar Gaddafi próbował przejąć północną część Czadu, zbudował bazę wojskową około 32 km na północ stąd, ale została opanowana.

- Więc lotnisko wciąż funkcjonuje.

- Wciąż jest tam pas startowy. – Odrzekł Gazeau złowrogo. – Ale najpierw musisz przejść przez pole minowe, otaczające bazę.

- A Al-Fulani może to zrobić?

- Wielu ludzi może.- Odparł Libijczyk. – Włącznie ze mną. Mój ojciec pokazał mi drogę, ale to bardzo niebezpieczne.

- Nie mamy wyboru. – Odpowiedział ponuro Agent 47. – Poza tym, jeśli dopadniemy Al-Fulani nim jego samolot wyląduje, nie będzie miał gdzie uciekać. To może być okazja, na którą czekałem.

- Bałem się, że powiesz coś w tym stylu. – Odparł Gazeau sucho. – To oznacza, że musimy przejść przez pole minowe dziś w nocy, żeby być na pozycjach do rana.

- Będzie ubaw. – Powiedział 47 gapiąc się przez brudną szybę. – Nie mogę się doczekać.

Musieli zatrzymać się i poczekać na zapadnięcie zmroku, żeby nie zdradziły ich obłoki pyłu, wydzielane przez pojazd. W miejscu, gdzie wszystkie pojazdy powinny kierować się na Faya,, gdy Al-Fulani i jego konwój zjadą z piste, każda oznaka „ogona” będzie podejrzana. Znając rozmiar ochrony Marokańczyka, 47 wiedział, że będzie potrzebował przewagi w rodzaju elementu zaskoczenia, jeśli chce wygrać jakąkolwiek potyczkę.

Gdy nastała noc, rozpoczęli ostateczną wędrówkę do Quadi Doum, z Numo idącym przed nimi i Gazeau za kółkiem. 47 próbował skupić pozbawiony snu wzrok na odbiorniku GPS, przyklejonym taśmą klejącą do jego lewego uda. Dzięki temu miał wolne ręce i mógł zająć się pogniecioną mapą i długą listą wskazówek Libijczyka. Źródłem światła był przedni reflektor, który włączył 47, dając instrukcje przez radio.

- Pięć, cztery, trzy, dwa, jeden… Skręć ostro w lewo.

Numo, wyposażony w krótkofalówkę Motorola Talkabout 200, starannie skręcił i skierował się na zachód. Miał kompas, który świecił słabo na jego dłoni i miał mu wskazywać dobry kierunek. Gazeau zaczekał, aż pojazd dojedzie dokładnie do miejsca, w którym trzeba skręcić, szarpnął kierownicą w lewo i zredukował bieg. Mercedes szarpnął, gdy puszczono sprzęgło, słabo przyspieszył i jechał dalej do przodu.

Zabójca, który nie był świadomy tego, że wstrzymuje oddech, wolno odetchnął.

- Cholera, dlaczego tak dużo zakrętów?

- Może tego nie widać. – Odparł Libijczyk – Ale jesteśmy na drodze. Kiedy Gaddafi kazał swoim oddziałom wybudować pas startowy, położyli miny według dokładnego wzoru, co pozwalało każdemu, kto był wyposażony w zegarek i kompas, dostać się do bazy przez cztery dwupasmowe drogi. Po jednej dla każdego kierunku geograficznego. Zakręty miały powstrzymać niepożądanych gości.

- Czy to zadziałało?

-nie, do diabła. Baza była pod dowództwem Pułkownika Khalifa Assa Uadi. Wbrew temu, że miał 4000 ludzi, 20 samolotów i jakieś 200 czołgów, ten idiota pozwolił pospolitemu oddziałowi Czadu znaleźć drogę przez pole minowe, podziurawić ogrodzenie i wejść do bazy. Upadła w przeciągu kilku godzin.

- Dużo wiesz o tej bitwie.

Gazeau uśmiechnął się. Jego zęby błysnęły w świetle tablicy rozdzielczej.

- W latach, gdy mój ojciec opuścił Francuską Legię Cudzoziemską, od czasu do czasu przyjmował niezależne zlecenia. Był z oddziałami Czadu, gdy weszli do bazy.

- Więc narysował mapę dróg?

Libijczyk potrząsnął głową.

- Nie było takiej potrzeby. Jeden z oficerów Uadiego sprzedał mojemu ojcu mapę za równowartość 25 dolarów. Później, gdy Libijskie oddziały odeszły, pas startowy stał opuszczony. Tata zawsze trzymał tu zapasy, tak jak ja. Jakieś dwa lata temu wziąłem jego wskazówki i zamieniłem na długość i szerokość geograficzną by móc skorzystać z GPS.

Agent 47 użył prawej ręki by włączyć podręczną Motorolę.

- Bądź w gotowości. Przed nami kolejny zakręt.

Numo, którego praca polegała na rozglądaniu się za minami, które mogły przesunąć się razem z ciągle ruchomym piaskiem, wcisnął guzik nadawczy na znak potwierdzenia.

Pustynia była zaskakująco zimna w nocy. On jednak zdawał się odporny na psychiczny dyskomfort zapewnie ignorował to i koncentrował się na obecnym zadaniu.

To była w końcu Sahara, gdzie śmierć czaiła się kilka metrów od ciebie.

W momencie, gdy długa, wąska rysa pojawiła się na wschodnim horyzoncie i różowe światło zalało niebo, Agent 47 był gotów na pierwsze zabójstwo.

Pojazd zostawiono na środku suchej wadi i pokryto siatką kamuflażową, którą Gazeau miał zawsze przy sobie. Teraz, gdy pokonali całą drogę do bazy bez wysadzenia się w powietrze, wszystko co 47 i jego kompani musieli zrobić, to zneutralizować połączone siły około 18 ochroniarzy i oficerów policji by zamienić miłą, produktywną pogawędkę z Al-Fulani. To nie była drobnostka, ale zdaniem agenta możliwa do wykonania przez ich trójkę, jeśli tylko mądrze to rozegrają.

By mieć wszelką możliwą przewagę, Agent 47 kazał Gazeau narysować trzy identyczne mapy bazy. Później, sprawdzając czy wszystkie radia działają, mężczyźni odpełzli na miejsce około 90 metrów od granicy bazy. Zabójca oszacował, że stary maszt radiowy ma około 30 metrów wysokości, co czyni z niego idealną wieżę obserwacyjną. Miejsce, z którego obserwator o sokolim wzroku, mógłby obserwować teren na kilka mil wokół. Z myślą o obronie 47 umieściłby na jego szczycie jednego ze swoich najlepszych ludzi.

Ale czy Marla zrobiłaby podobnie? To było ważne pytanie, ponieważ jeśli tak, musiałby najpierw zabić obserwatora by zachować element zaskoczenia. Wciąż jednak było za ciemno by się upewnić.

Denerwowało go leżenie tutaj, gdy słońce wschodziło, z pełną świadomością, że cenny czas ucieka. Ale Agent 47 zmusił się by pozostać tam gdzie jest, a poranne światło pomału, kawałek po kawałku zaczęło oświetlać wieżę. Mniej więcej w połowie wysokości widać było platformę. Obraz zatrząsł się, gdy zabójca podźwignął Walthera WA 2000. Ciężko było utrzymać broń nieruchomo, bo była skierowana pod zbyt wysokim kątem, ale nie było wątpliwości, że na małym trójkącie z metalu kucał obserwator i że miał na plecach karabin, który wyglądał na karabin do polowań*. Lina zabezpieczająca trzymała wartownika przy wieży, a ten patrzył na północ. Zabójca zwrócił się do Gazeau

* ( nie wiedziałem jak to napisać, ale chodzi tu o bron używaną do polowań, ze strzałkami ze środkiem usypiającym, zamiast ostrej amunicji – dop. Weasley55

- Jest tam wartownik, ale potrzebuję czegoś do podparcia karabinu. Wstań na czworaka.

Libijczyk zrobił dziwną minę, ale przyczołgał się na miejsce i poczuł lufę karabinu na plecach. To była poniżająca poza, w dodatku taka, którą wartownik na pewno by zauważył, gdyby odwrócił się na południe. Gazeau wiedział, że wtedy on, a nie „Taylor” zostanie najpierw namierzony.

W międzyczasie Agent 47 odkrył, że nawet z prowizoryczną podpórką karabinu wysokość była tak duża, że strzał był trudny do wykonania. Nie miał jednak wyboru, więc zabójca wsunął nabój do komory, wymierzył celownik w tors wartownika i lekko skorygował, biorąc pod uwagę zachodni wiatr. Później głęboko odetchnął i z całej siły nacisnął spust.

Walther trącił go w ramię, rozległo się ciche puf, gdy pocisk opuścił lufę i mężczyzna na wieży wygiął się.

Obserwator nie mógł spaść dzięki linie asekurującej, ale jego lornetka spadła. Agent 47 wstrzymał oddech, gdy spadała w dół, znikając za jednym z okolicznych budynków i zapewne rozbijając się na setki kawałków o beton poniżej. Czy ktoś to usłyszał?

Wydawało się to prawdopodobne, ale minęło 20 sekund, minuta, 5 minut i żadnych śladów alarmu. Zabójca pozwolił sobie na normalny oddech.

Gazeau był już przy jego boku, gotowy na następny krok.

- Ok. Pierre. Dojdź do wieży. Wespnij się na nią, jeżeli możesz, przyjrzyj się bazie i powiedz mi gdzie oni są – Agent odwrócił się w lewo. – Numo, idź na zachód. Znajdź dobrą pozycję i bądź gotów na strzelanie do celów.

Obaj mężczyźni skinęli głowami i odbiegli, gdy 47 torował sobie drogę do zapiaszczonych, i podniszczonych resztek ogrodzenia. Miało wiele dziur, więc wybrał najbliższą.

Będąc w środku, znalazł się na granicy tego, co kiedyś było wojskowym placem defiladowym. Beton był popękani i miejscami pokryty piaskiem naniesionym przez wiatr, jednak wciąż dało się poznać, czym kiedyś był. Problem polegał na tym, że wszystkie budynki znajdowały się na drugim końcu terenu.. Agent 47 nie chciał wychodzić przez tak duży, nieosłonięty teren, ale nie było wyjścia, jeżeli nie chciał iść okrężną drogą, której długość sama w sobie byłaby ryzykowna.

Więc agent wstał i zaczął biec.

Mossberg typu pump-action* obijał się o jego plecy, a waga dodatkowej amunicji spowalniała zabójcę, gdy biegł do trzech aluminiowych masztów flagowych, które oznaczały przód tego, co kiedyś było budynkiem administracyjnym Prefabrykowana budka zrobiona była z falistego metalu i miała setki dziur po pociskach. Nie wiadomo, czy te strzały wystrzelili Czadyjczycy, podczas najazdu na bazę, czy wandale później.

* (http://pl.wikipedia.org/wiki/Pump_action - A co się będę wysilał Razz – dop. Weasley55)

Trzy kroki zaprowadziły 47 do roztrzaskanych, podwójnych drzwi, zwisających do wewnątrz. Zabójca prześlizgnął się prze nie i natychmiast znalazł się w ciemnej recepcji. Szybki rekonesans ujawnił pół tuzina biur za nią, z których jedno było większe od innych i prawdopodobnie należało do głównodowodzącego. Agent 47 mógł sobie wyobrazić nieudolnego Pułkownika Uadi, siedzącego za biurkiem i próbującego zrozumieć co się działo, gdy podległy mu obiekt rozpadał się wokół niego.

Budynek został splądrowany więcej niż raz, co oznacza, że zabrano wszystko o jakiejkolwiek wartości, ale kilka symboli przeszłości pozostało. Pomiędzy przedmiotami, na które zwrócił uwagę 47 była kurtka, wciąż wisząca na wieszaku, zdjęcie ładnej kobiety na brudnej podłodze i tablica pamiątkowa upamiętniająca jakieś osiągnięcie, wciąż przybita do ściany. Żadna z nich nie była ważna dla agenta na czas, gdy on przejął to miejsce.

Marla nie miała tylu ludzi by zabezpieczyć całą bazę, więc zrobiłaby najlepiej, wybierając dogodne do obrony miejsce w środku kompleksu, wyznaczając granice i siedząc w zbitej grupie, dopóki nie przyleci samolot. Gdy zabójca spojrzał jeszcze raz na odręczną mapę Gazeau, myślał, że wie, które miejsce wybrała. To miejsce wybrałby on, gdyby decyzja należała do niego.

Najbardziej obiecującym kandydatem byłoby to, co pozostało ze starej bazy naprawczej lotniska, która składała się z dużego, prefabrykowanego budynku stojącego przed główna drogą kołowania, ale był odległy co najmniej o 30 metrów od pobliskich hangarów. Ta struktura umożliwiłaby Marli wjechanie samochodami do środka, skąd nie mogłyby być namierzone z powietrza, na trzymanie, a także na trzymanie niewolników w jednym miejscu oraz na dobre pole do ostrzału wokoło.

Więc, przypuszczając ze jego założenia były prawidłowe, ważne byłoby zbliżenie się do bazy naprawczej nim wróg spróbuje skontaktować się z martwym obserwatorem lub nim samolot zacznie lądować. Mógł być już w drodze.

Z tą myślą w głowie zabójca wyśliznął się na zewnątrz, szedł wzdłuż przodu budynku i zniknął w ruinach Quadi Doum.

Było wystarczająco zimno by Marla mogła zobaczyć swój oddech, pijąc gorącą herbatę i patrząc na obsypany piaskiem pas startowy biegnący w kierunku szybko wschodzącego słońca.

Szefowa ochrony była nerwowa, co wydawało się głupie, biorąc pod uwagę rozmiar sił, jakimi dysponowała. Ale nawet jeśli agentka Puissance-Treize miała pod ręką 16 ludzi, 6 z nich było policjantami, którzy nie przyjmowali rozkazów od kobiety. Zaś kiedy pozostała dziesiątka wiedziała, że lepiej się jej nie sprzeciwiać, Marla oszacowała, że tylko na siedmiu z nich można liczyć w starciu. Reszta to krewni Al-Fulani, którzy byli o wiele lepsi w dźwiganiu broni, niż w strzelaniu z niej.

Więc, wliczając siebie, Marla miała w przybliżeniu 8 ludzi, do których można było polegać w sprawie ochraniania go.

Poza tym. – Myślała Marla. – Nasz obserwator dostrzeże problem, na długo nim się pojawi, i ostrzeże nas. To była uspokajająca myśl i skończywszy herbatę, agentka Puissance-Treize odwróciła się by wrócić do środka budynku.

Dziecko zaczęło płakać, mężczyzna warknął na nie i hałas ucichł.

Gdyby nie rozbite szkło, które zachrzęściło pod butami 47, gdy ten na nie nadepnął, policjant mógł nigdy nie dowiedzieć się o zbliżającej się śmierci.

Na przekór rozkazom europejskiej ***** Al-Fulamiego, wyszedł by się rozejrzeć, tak na wypadek, gdyby kilka pokoleń grabieżców przegapiło coś cennego. Nic wielkiego, był zbyt dużym realistą by się tego spodziewać, ale może jakiś regulowany klucz, albo dobry składany nóż, albo…

Ale wtedy usłyszał chrzęst, poczuł, że w brzuchu ma pustkę i chciał chwycić wielki rewolwer, wiszący mu przy biodrze. Niestety pętla z żyłki zaciskała się już wtedy wokół jego gardła, co spowodowało, że zaczął szarpać nieugięte więzy w daremnej próbie ich rozluźnienia.

Świat zasnuła czerń.

Policjant upadł, a 47 wyszedł by zastanowić się nad następnym ruchem. Kusiło go by przywłaszczyć sobie mundur trupa, ale to było marnotrawienie czasu i Numo mógł go wziąć za cel. Zabójca zaciągnął więc ciało do hangaru i ostrożnie zamknął jego drzwi nim poszedł dalej.

Szare budynki stały po obu stronach ulicy. To co zdawało się być barakami i magazynami było po lewej. Długi rząd jednopoziomowych hangary były po prawej. Numery na nich były wciąż czytelne. Wszędzie gdzie nie spojrzał 47, widział częściowo rozebrane wozy, stos niemożliwej już do zidentyfikowania maszynerii i wszelkiego rodzaju śmieci. Było bardzo mało rdzy, dzięki suchemu klimatowi.

Sądząc po graffiti na wielu budynkach, nie wspominając o pozostałościach po niedawnym obozowisku, zabójca miał wrażenie, że byli inni, którzy wiedzieli jak przedostać się przez pole minowe. Ale te myśli zostały przerwane, gdy pocisk rozkruszył beton dokładnie na wprost niego. Suchy huk wystrzału karabinu rozszedł się pomiędzy budynkami i element zaskoczenia został utracony na zawsze.

Jak tylko odgłos wystrzału ucichł, Marla była już przy swoim radiu, sprawdzając po kolei każdego ze swojego oddziału. Chwilę zajęło ustalenie, że człowiek na wieży był martwy, że jeden z policjantów zaginął, a to musiał być drugi obserwator, który miał szczęście i wytropił intruza z dachu, następnie zaczął do niego strzelać.

Niestety skurczybyk nie trafił. Ale chociaż czuwał i zwracał uwagę na to, co robi. Tak jak jej wszyscy ludzie do tej pory.

- Dzień dobry, moja droga. - Powiedział Al-Fulani, gdy podszedł spokojnym krokiem tam, gdzie stała agentka Puissance-Treize. Dopiero wstał i po nocy spędzonej z dwójką dzieci, wciąż był ubrany w czerwoną, jedwabną piżamę. – Co się dzieje?

- Próbuję to ustalić. – Odparła szybko Marla. –Ktoś tam jest, to jasne, ale kto? To mogą być tubylcy, chcący ukraść nasze samochody, ale fakt, że nie boją się policji i to, w jaki sposób zabili obserwatora, zdają się sugerować inną możliwość.

- Cóż, jestem pewny, że zajmiesz się tą sprawą. – Powiedział Marokańczyk z pełnym zaufaniem. – Wszystko, co musisz zrobić to utrzymać ich na dystans. Samolot będzie tutaj najdalej za 3 godziny.

To była dobra rada i Marla wzięła ją sobie do serca, gdy wyszła na patrol. Oto miała okazję by udowodnić, do czego jest zdolna, przypomnieć wszystkim Kaberov świata, gdzie ich miejsce i zapewnić sobie trwałą reputację w Puissance-Treize. Później, z dalszym sponsoringiem Al-Fulaniego, świat stał przed nią otworem!

Podtrzymana na duchu przez te myśli, Marla zaczęła wspinać się na schody wiodące na płaski dach.

- Są w budynku naprawczym. – Powiedział Gazeau ze swojego miejsca na wieży radiowej. Było to bardzo odsłonięte miejsce, jakieś 7 metrów niżej od wieży, na której wciąż wisiało ciało obserwatora. Libijczyk wiedział, że ochrona Marokańczyka mogła go zobaczyć, bo pociski odbijały się od metalu wokół niego.

Przekaz potwierdzał to, co Agent 47 podejrzewał wcześniej, gdy szedł w kierunku tego, co nazywali „ sekcja sześć”.

- Dobra robota. – Odpowiedział człowiek znany jako Taylor. Jego głos był czymś niewiele więcej od oschłego szeptu. – Teraz zejdź z wieży, nim ktoś cię zastrzeli. – Gazeau był daleko przed nim i już schodził z metalowej drabiny, gdy usłyszał przekaz, ale docenił go, gdy pocisk poszarpał mu rękaw.

Słyszał, że mężczyzna próbował w tym czasie skontaktować się z Numo.

- Słyszysz mnie?

- Tak. – Odparł Libijczyk. – Słyszę.

- Czy możesz oddać strzał w kierunku budynku naprawczego?

- Numo patrzył przez swój celownik. Z jego miejsca, na chodniku, który okrążał nadziemny zbiornik z wodą, mógł widzieć budynek o których mowa i dwóch, nie, trzech ludzi stojących na dachu.

- Tak, mam.

- Wiec zacznij ostrzeliwać. – brzmiało polecenie. – Pociski przejdą przez metalowe zewnętrzne ściany. Chcę, żebyś wykurzył ich stąd na otwarty teren. Spróbuj jednak nie zastrzelić Al-Fulani. To niedozwolone.

To był rozkaz wydany z niesamowicie zimną krwią, ponieważ w budynku naprawczym były dzieci, a jasne było, że człowieka o imieniu Taylor to nie obchodzi. Jednak Numo miał dzieci. Dużo dzieci i nie miał zamiaru zastrzelić dzieci kogoś innego.

To nie dotyczyło jednak dorosłych na dachu, więc powiedział „Robi się” i wybrał pierwszą osobę do zabicia.

Marla mogła poczuć przedsmak gorącego słońca, gdy otworzyła drzwi i wyszła na metalowy dach. Za niedługo ( około godzinę) powierzchnia będzie zbyt gorąca by na niej stanąć. Wiedziała, że mężczyzna na wieży został zmuszony do zejścia na ziemię, ale gdy obracała się by szybko rozejrzeć się wokół, agentka Puissance-Treize spostrzegła ruch na wieży ciśnień!

- Na ziemię! – Wrzasnęła. – Ktoś jest na…

Ale ostrzeżenia nadeszło za późno. Strzelec nacisnął spust i wysłał pocisk lecący ku swojemu celowi. Mężczyzna najbliżej Marli właśnie się odwracał by na nią spojrzeć, gdy pocisk uderzył go w tors i powalił. Następnie, zanim ktokolwiek mógł zareagować, słychać było kolejny wystrzał z karabinu i następny mężczyzna upadł.

Marla poczuła, jakby brodziła w ruchomych piaskach, gdy odwracała się z powrotem w kierunku drzwi i rzuciła się w ciemność za nimi. Rozległo się głośne KLANG i odgłos wystrzału, gdy trzeci pocisk rozbił się o stal. W tym momencie domyśliła się prawdy.

To, co było schronieniem, zamieniło się w pułapkę.

Chudy, niemalże wychudzony kapral kierował ocalałymi policjantami. Był wściekły nie tylko przez stratę jednego ze swoich ludzi, ale jeszcze bardziej rozwścieczały go powtarzające się próby przejęcia kontroli przez tą dziwkę.

Więc, gdy zaczęła się strzelanina, poprowadził swoich ludzi obok drżących ze strachu dzieci do tylnych drwi budynku.

Potem, wiedząc jak ważne może być dobre przywództwo, wyszedł pierwszy

Agent 47 był w tym czasie 15 metrów od budynku naprawczego i miał właśnie sprawdzić niechronione tylne drzwi, gdy niespodziewanie się otworzyły. Przygotowując się na bliskie starcie, miał już strzelbę w rękach.

Gdy policjant ruszył na zabójcę, broń wydawała swoje charakterystyczne BUM-TRZASK raz za razem, gdy podskoczyła i gruby śrut rozwalił mężczyznę. Krew opryskała beton, przejście i wnętrze budynku.

Marla w tym momencie była już z powrotem na głównym piętrze Wszelkie plany o szybkim przejściu przez tylne drzwi odrzuciła, gdy zobaczyła krew pryskającą przez drzwi. Więc ona i jej strażnicy wyszli z automatami. To zmusiło strzelca do wysunięcia komory i włożenia pocisków, gdy się wycofywał

To był Agent 47.

Gdy tylko zagrożenie minęło, Marla usłyszała ryk silnika Pojazd brzmiał jak rozwścieczona bestia, gdy przejechał przez drogę do kołowania i rozbił podwójne drzwi strzegące wnętrza, otwierając je na szerokość. Po tym nastąpił pisk opon, gdy kierowca wdepnął na hamulec i kakofonia krzyków, gdy przerażone dzieci rozbiegły się na wszystkie strony.

Marla mogłaby w tej chwili zgromadzić ocalały oddział, ale wielki zderzak uderzył agentkę Puissance-Treize pod kątem i odrzucił ją na jeden z zaparkowanych samochodów.

To pozbawiło przytomności szefową ochrony.

Agent 47 musiał nadepnąć na pierś martwego kaprala, by wejść przez tylne drzwi.

Czterech ze strażników Al-Fulani miało na tyle przytomności umysłu by zareagować, ale oba Silverballery były już wyjęte i 47 wystrzelił nimi szybką serię. Nieszczęśni strażnicy zostali zmuszeni do wykonania makabrycznego tańca, gdy uderzyły w nich ciężkie naboje kaliber 45.

Później było słychać więcej strzałów, tym razem stłumionych, gdy pozostali strażnicy próbowali uciec przez boczne drzwi, tylko po to by trafić na pociski od bystrookiego Numo.

Zadowolony, że sytuacja była pod kontrolą, 47 przeładował obydwa pistolety przed rozejrzeniem się za Al-Fulani.

Agent znalazł Marokańczyka skulonego w magazynie, gdzie drżał jak listek i niedawno osrał swoją uroczą, jedwabną piżamę.

- Dzień dobry. – Powiedział zabójca uprzejmie, gdy przerażony biznesmen gapił się na niego. – Nazywam się Taylor i mam do Ciebie kilka pytań.

Nie było żadnych historycznych źródeł, które by to udokumentowały, ale lotnisko w Quadi Doum upadło po raz drugi, a sępy krążyły nad nim.

KONIEC ROZDZIAŁU XIV

CDN


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Weasley55
PostWysłany: Czw 12:16, 07 Sie 2008 
Głowa Smoka
Głowa Smoka

Dołączył: 07 Paź 2007
Posty: 543
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 5 razy
Ostrzeżeń: 0/5


ROZDZIAŁ XV

RZYM, WŁOCHY

Diana poleciała do Rzymu na trzydniowe wakacje i spała w swoim apartamencie w St. Regis Grand. Gdy przyszli po nią mężczyźni w czerni.

Drzwi były oczywiście podwójnie zamknięte, ale to stanowiło drobny problem, dla ludzi za nimi. Z łatwością wyłamali zamek, wyciągnęli broń i przygotowali się do wejścia.

Jednak, gdy tylko napastnik na przedzie obrócił gałkę w drzwiach i przyłożył ramię do drewna, jedyną reakcją było głośne BIIP BIIP BIIP, dochodzące z miniaturowego alarmu w kształcie klina, który Diana wepchnęła pod drzwi.

Mniej niż 10 sekund zajęło wsunięcie długiego, wąskiego łomu pod drzwi i usuniecie klina. Pomimo tego Diana już strzelała, gdy drzwi otworzyły się z hukiem.

Pierwszy agent dostał pociskiem 9mm dokładnie pomiędzy oczy i upadł na ziemię jak ścięty toporem. Człowiek zaraz za nim miał więcej szczęścia, bo nosił kamizelkę kuloodporną i przyjął dwa pociski na pierś bez większych zranień.

Ale gdy tylko impet odrzucił drugiego agenta, Pan Nu strzelił Taserem X26*, który wystrzelił dwie próbki w Dianę. Oba uderzyły w cel i dostarczyły wystarczającą ilość napięcia by powalić jej wciąż drgające ciało na ziemię.

* ( paralizator – dop. Weasley55)

- Sprowadź wszystkich do sypialni. – Rozkazał treściwie Nu. – Ja zajmę się ochroniarzami hotelu. Diana wylądowała na swoim łóżku, dziko się rzucając, martwy agent został wrzucony do jej wanny, a mężczyzna, który przyjął dwa pociski 9 mm na pierś został posadzony na fotel, który zajmował jeden róg zdobionej sypialni.

W tym czasie Pan Nu zdjął garnitur, muszkę i zmierzwił sobie włosy. W tym zaimprowizowanym przebraniu wyszedł do holu i czekał tam, gdy dwóch ochroniarzy hotelowych w cywilu wyszło z windy.

- Słyszałem trzy głośne petardy. – Naskarżył Nu wojowniczym tonem. - Macie dzieci mieszkających na tym piętrze? Moja żona i ja oczekiwaliśmy trochę ciszy i spokoju za te pieniądze. Zwłaszcza w St.Regis

Obaj ochroniarze szybko zaczęli przepraszać i obiecali przeprowadzić szczegółowe śledztwo. Zapukali nawet do sąsiednich drzwi by inny pomylony gość mógł na nich nawyzywać. Potem, nie mogąc ustalić dokładnej przyczyny ani źródła hałasów, podobnych do wystrzału petard, ta dwójka musiała się wycofać.

Pan Nu wszedł ponownie do apartamentu Diany i wrócił do jej sypialni. Jak większość heteroseksualnych mężczyzn, którzy ją spotkali, kierownik często zastanawiał się, jak Diana wyglądałaby bez ubrania. Teraz wiedział. Fakt, że jej nadgarstki i kostki były przymocowane do kolumienek baldachimu, czynił ten widok jeszcze bardziej interesującym.

Mimo, że wciąż dochodziła do siebie po ataku paralizatorem, kontrolerka była wyraźnie przytomna i, sądząc po jej spojrzeniu, niesamowicie wściekła. Jej pełne i najwidoczniej naturalne piersi były nieco spłaszczone przez to, że leżała na wznak. Jednak nie dotyczyło to sutków, które były różowe i sztywne.

Potem Nu pozwolił opadać wzrokowi w dół , przez jej płaski brzuch ku miejscu pomiędzy jej nogami. Większość jej włosów łanowych została usunięta i sadząc po małym trójkącie białej skóry, który tam zobaczył, było jasne, że kontrolerka lubiła stringi. Biodra Diany były trochę za wąskie jak na kobietę albo przynajmniej tak wydawało się Nu, ale jej kształtne nogi nadrabiały tą wadę.

- Skończyłeś już? – Spytała kontrolerka pogardliwie. – Może chciałbyś papierosa?

Nu uśmiechnął się lekko, gdy siadł obok niej na łóżku.

- Moja droga, droga Diano. Brzmisz tak dzielnie! Ale, jak zapewnie wiesz lepiej niż inni, ciężko mówić twardo, gdy zacznie się cięcie.. Używamy chirurgicznej kauteryzacji*. To był jeden z twoich pomysłów jak przypominam. Bardzo dobry zresztą! Ponieważ kauteryzacja blokuje naczynia krwionośne, nawet, jeśli je przetnie. To zapobiega wykrwawieniu się i utrzymuje cel dłużej przy życiu. Jest jeszcze dosyć wyraźny odór spalenizny, kolejny czynnik tego procesu.

* (http://www.slownik-online.pl/kopalinski/5AA86875102EA277C12565E700536D14.php - lub mniej fachowo „ wypalanie” Chodzi tu więc zarówno o zabieg chirurgiczny, przygrzewania części ciała Np. laserem, ale to słowo wywodzi się także od piętnowania żelaznym prętem)

- Weźmy na przykład ten sutek.- Powiedział Nu chwytając jego czubek pomiędzy kciuk, a palec wskazujący.- Będziesz mogła widzieć jak go odcinamy, czuć potworny ból i wąchać odór własnego, palącego się ciała jednocześnie! Kto wie? Może wepchniemy ci kawałek do ust żebyś mogła też poczuć smak? Albo, - dodał zamyślony kierownik – Możesz po prostu powiedzieć mi prawdę.

- O czym? – Spytała Diana. – I zabierz te łapy!

- O twoich powiązaniach z Puissance-Treize. – Odrzekł cicho Nu, kontynuując uciskanie, ale tym razem mocniej.

Diana skrzywiła się z bólu.

- Nie mam powiązań z Puissance-Treize.

- Ah, ależ sądzę, że masz. – Poprawił ją kierownik. – Jak inaczej wyjaśnisz milion dolarów przelanych na twój rachunek rozliczeniowo-oszczędnościowy cztery dni temu, mieszkanie w Nowym Jorku darowane tobie trzy dni temu i obligacje Amerykańskiego Skarbu Państwa o wartości trzech milionów dolarów w twoim portfelu akcji, które pojawiły się przedwczoraj? Płacimy ci dobrze, bardzo dobrze, ale jak mogłaś się skusić na ponad 6 milionów w mniej niż rok? Zwłaszcza od firmy kontrolowanej prze Puissance-Treize?

Pan Nu wycisnął w tym czasie całą krew z sutka. Diana próbowała jak mogła, ale nie dała rady ukryć bólu. Jej twarz była ściągnięta bólem, gdy przemówiła przez zaciśnięte zęby.

- To sztuczka. Nie rozumiesz? Puissance-Treize próbuje ochronić prawdziwego zdrajcę, żeby on albo ona mogła nas dalej sprzedawać! Poza tym, jeśli ja byłabym osobą, której szukacie, czy uważasz, że byłabym na tyle głupia by odbierać pieniądze od kontrolowanej firmy? Nie obrażaj mnie w ten sposób.

Nu puścił sutek i położył rękę na jej brzuchu. Skóra kontrolerki była gładka i ciepła. Palcem wskazującym kręcił kółka wokół jej pępka

- Sześć milionów to duży wydatek jak na zmyłkę.

- Nie, jeśli biznes, który próbujesz przejąć przynosi dochody ponad biliona rocznie. – Odparła Diana twardo.

- Otóż to. – Przyznał gładko Nu. – Dlatego ciągle jeszcze żyjesz. Przewodniczący ma do ciebie słabość i zamiast niszczyć taką piękność, być może niepotrzebnie, chce poczekać na wszystkie fakty. Agent 47 powiedział, że jest bliski dogonienia Al-Fulani, gdy składał telefonicznie raport. Więc, kto wie? Może nas przedsiębiorczy przyjaciel zbliży się do prawdziwego zdrajcy.

- Jednak, jeśli nie, to twoja najbliższa przyszłość będzie nieco bolesna.

Ten komentarz nie wymagał odpowiedzi i kontrolerka milczała, gdy Nu wstał i odwrócił się twarzą do najbliższego agenta. Chudego człowieka, któremu ciężko było oderwać wzrok od nagiego ciała. Diany.

- Przykryj ją czymś – poinstruował Nu – spakuj jej rzeczy, zajmij się wymeldowaniem i zawieź ją na lotnisko. Przewodniczący chce, żeby dziś w nocy była z powrotem na pokładzie „Danjou”. – Odwrócił się do Diany.

- Reszta jest w rękach 47.

Aristotle Thorakis był w swoim domu w Sintra ( Portugalia), gdy zadzwonił telefon. Było tuż po drugiej nad ranem, ale wciąż nie spał, przeglądając kwartalne sprawozdania finansowe firmy, gdy zadzwonił Pan Nu. Morski magnat był ostrożny i ukrył radość, którą poczuł gdy kierownik powiedział mu o śledzeniu Diany i dużym prawdopodobieństwie, że kontrolerka była źródłem niszczycielskich przecieków.

Po tym jak słuchawka telefonu była bezpiecznie na swoim miejscu poczuł, że może spokojnie wykrzyknąć zwycięskie „TAK!!” i wymachiwać prawą pięścią w górę i w dół.

W tym momencie chciał zadzwonić do Pierre’a Douay’a i podziękować Francuzowi za ochronę, ale wiedział, że lepiej tego nie robić. Było duże prawdopodobieństwo, że Agencja wciąż monitorowała jego rozmowy. Nie mając więc kogoś z kim mógłby się podzielić dobrymi wieściami, Thorakis musiał świętować sam.

Szkocka była droga, łagodna i bardzo dobra.

KONIEC ROZDZIAŁU XV

CDN


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Weasley55
PostWysłany: Czw 22:25, 07 Sie 2008 
Głowa Smoka
Głowa Smoka

Dołączył: 07 Paź 2007
Posty: 543
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 5 razy
Ostrzeżeń: 0/5


ROZDZIAŁ XVI

QUADI DOUM, CZAD

Na dachu było ciepło, bardzo ciepło, gdy towarzyszono Al-Fulani w drodze po schodach na górę i na gorącą, metalową powierzchnię. Dwa ciała leżały tam gdzie upadły, a powietrze wokół nich było gęste od much, gdy Marokańczyk został poprowadzony ku jednemu z kempingowych krzeseł, które początkowo były przyniesione ku jego wygodzie. Biznesmen wciąż był ubrany w jedwabną pidżamę, ale była mocno pobrudzona i odrobinę ochraniała przed upałem.

Gdy Al-Fulani usiadł, Numo przywiązał go do krzesła kilkoma metrami taśmy klejącej, która z hałasem odrywała się od rolki.

- Wygląda dobrze. – Powiedział 47 z aprobatą. – Teraz parasolka.

Na wzmiankę o parasolu Marokańczykowi poprawił się nastrój, ale następnie się pogorszył, gdy parasolka w niebiesko białe paski została ustawiona pełne 4 metry od niego i sześcioro starszych dzieci posadzono w jego cieniu. Dinkowie mieli także butelki wody źródlanej, a wszystkie wzięte z prywatnej spiżarni Al-Fulani. Dziewczynka Kola, która została poprzedniej nocy zgwałcona, nie mogła przestać szlochać.

Usiedli tam na chwilę. Al-Fulani, zabójca i dzieci. Cisza doprowadzała go do szału. Czuł ciepło na całym ciele, ale zniósł to i nie poddał się. W końcu jego porywacz wstał i podszedł do grupy niewolników.

- Tutaj. – Powiedział zabójca bez śladu emocji, podając każdemu dziecku nóż. – Trzymajcie je pod ręką.

Twarz Al-Fulani zbladła, gdy zobaczył noże, zrozumiał, po co są i szybko stracił swój upór. Niedługo potem zaczął płakać.

- Proszę! – Powiedział żałośnie. – Błagam cię! Nie pozwól im mnie pociąć!

- Nie martw się, nie pozwolę. – Skłamał 47 pewnym tonem. – Jeśli odpowiesz na moje pytania obiecuję, że wyjdziesz z tego bez szwanku.

- Chcę wiedzieć dwie rzeczy. – Dodał wyraźnie zabójca, z powrotem siadając na odwróconym wiadrze. – Po pierwsze, jak nazywa się organizacja atakująca Agencję?

- Nie mogę powiedzieć! – Nalegał Marokańczyk. – Zabiliby mnie! Na pewno to rozumiesz!

- Rozumiem. – Odpowiedział łagodnie Agent 47. – Problem w tym, że mnie to nie obchodzi. Ty. – Powiedział zabójca odwracając się do dziewczynki z wielkimi, brązowymi oczami. – Jak się nazywasz?

Kola. – Odparła wstydliwie, próbując wytrzeć łzy.

- Cóż, Kola. – Powiedział agent – Chodź tutaj i przynieś nóż. Prawda jest ukryta gdzieś w tym człowieku i ty musisz ją wyciąć. Nie zabijaj go jednak, dopóki nie zdobędziemy tego, czego potrzebujemy. Tutaj, pomogę ci zacząć

Wyraz twarzy dziewczynki mówił o tym, że pamięta, co stało się z nią poprzedniej nocy, wiedziała, co to znaczy w kontekście kultury Dinków i nienawiść wypełniła jej oczy. Wstała i była w połowie drogi do krzesła, gdy Al-Fulani zaczął kołysać się w tył i w przód.

- Nie! – Zapiszczał. – Nie pozwól tej małej suce mnie tknąć! Powiem ci to, co chcesz wiedzieć!

Agent 47 podniósł rękę i Kola zatrzymała się, ale stała tam patrząc groźnie na Marokańczyka.

- W porządku. – Powiedział zabójca. – Oświeć mnie. Z którym z konkurentów Agencji mamy do czynienia?

- Puissance-Treize! – Odpowiedział ochoczo Al-Fulani. – Przysięgam!

- Teraz do czegoś dojdziemy. – Powiedział z aprobatą zabójca. To już wiedzieliśmy. Teraz powiedz coś, czego nie wiem. Kogo przekabacili?

- Nazywa się Aristotle Thorakis. – Powiedział biznesmen

Agent zmarszczył brwi. – Morski magnat z Grecji?

- Tak. – Odparł Al-Fulani. – Siedzi w zarządzie… Posiada sporo linii żeglugowych. Wielkich. Ale miał problemy z pieniędzmi. Sporo problemów, dopóki Puissance-Treize nie pożyczyła mu 500 milionów euro.

- W zamian za informacje o działaniach Agencji. – Powiedział 47 głosem pełnym obrzydzenia. – Ale jak mogę się upewnić, że mówisz mi prawdę? Skąd mam wiedzieć, że go nie wrabiasz?

- Przysięgam na Allaha. – Powiedział Al-Fulani uroczyście.

Agent 47 skinął głowa. Nie można było mieć oczywiście absolutnej pewności, ale to oskarżenie miało w sobie ziarno prawdy, wiec agent odwrócił się twarzą do dzieci.

- Ok, chłopcy i dziewczynki, on należy do was. Możecie uwolnić tego drania, jeśli chcecie albo posiekać na sto kawałków. Którekolwiek rozwiązanie wolicie.

W tym momencie wykonał gest w stronę Numo i poszli w kierunku schodów

- NIEEEEEEEE! – Zaprotestował Al-Fulani. – Dałeś mi swoje słowo! – Ale dwaj mężczyźni wkrótce zniknęli mu z oczu.

Marokańczyk zaczął krzyczeć. To trwało przez długi czas.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Weasley55 dnia Czw 22:53, 07 Sie 2008, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Weasley55
PostWysłany: Sob 15:48, 09 Sie 2008 
Głowa Smoka
Głowa Smoka

Dołączył: 07 Paź 2007
Posty: 543
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 5 razy
Ostrzeżeń: 0/5


Samolot spóźnił się pół godziny.

Na początku był tylko małym punkcikiem, ale stopniowo rósł i w końcu zamienił się w podniszczonego w trakcie wojny Spartana C-27/G222, który, sądząc po farbach kamuflujących i zaczernionych oznaczeniach, był kiedyś własnością włoskich sił powietrznych. Dwusilnikowy samolot turbośmigłowy okrążył Quadi Doum jak gdyby pilot szukał oznak niebezpieczeństwa.

Ciało wartownika zastąpił biały ręcznik łopoczący na wietrze, który służył za wiatromierz. Wszystkie trzy ciała usunięto z dachu budynku naprawczego, pojazdy Al-Fulani wywieziono na drogę do kołowania, a dzieciom kazano machać, gdy samolot przeleci ponad nimi z rykiem.

Wreszcie zadowolony, że wszystko idzie tak jak powinno, pilot zawrócił na północ.

Nazywał się Bob Preston, Nosił wyblakłą czapkę baseballową z napisem New York Yankees na czarnych włosach ściętych krótko po wojskowemu. Nosił także wystawione na pokaz, stylowe okulary przeciwsłoneczne Ray-Ban. Brązowa skóra byłego oficera sił powietrznych wskazywała, że był asem w Afryce, tak samo jak jego znajomość francuskiego, arabskiego i handlowego języka zwanego Lingala. Jednak nawet z tymi zaletami, prowadzenie usług transportowych z jednym samolotem było finansowym wyzwaniem.

Dlatego Preston musiał uzupełniać swoje regularne dochody zleceniami, które on i jego drugi pilot Evan Franks nazywali „specjalnymi”. Znaczyło to loty na niskim pułapie i trzymanie się przy ziemi by dostarczyć lub odebrać ładunki broni bądź innego ładunku z lądowisk, które rzadko zasługiwały na tą nazwę. Często w trudnych warunkach i w towarzystwie ludzi, którzy do nich strzelali.

Ale ta podróż wyglądała na łatwiznę, gdy Preston obniżył prawe skrzydło i skręcił zgodnie z kierunkiem wiatru. Zgodnie z informacjami w Internecie, pierwotny pas startowy był długi na 3 kilometry, a to było o wiele dłużej niż wymagał Spartan, ponieważ samolot został zaprojektowany by startować i lądować na krótkich, 457 metrowych pasach startowych.

Nie. Problem ( jeżeli jakikolwiek będzie) może wynikać ze stanu pasa. Wiele lat minęło od naprawy metalowej siatki, którą założyli Libijczycy. Oznacza to, że wiatr nawiał przez nią dużo piasku, a to zwiększało prawdopodobieństwo, że koło C-27 trafi na wydmę, co spowoduje katastrofę samolotu.

Ale dlatego właśnie płacili mu grubą kasę. Była to szansa, którą musiał wykorzystać Preston, jeżeli chciał zdobyć pozostałe 10000 $, które Al-Fulani obiecał zapłacić. Dodatkowo była jeszcze kwestia sierot.

Mimo, że był chciwy, pilot miał słabość do dzieci. Na przekór innym, mniej wiarygodnym interesom, Pan Al-Fulani wciąż miał czas by pomóc dzieciom uchodźców wyjść z potwornej sytuacji i umieścił je w sierocińcu w Fez. Tam, zgodnie z tym, co powiedział mu Marokańczyk, miały dobrą opiekę.

Najważniejsze było wylądować na jak najkrótszym dystansie, zmniejszając tym sposób szansę uderzenia w głęboki piasek.

Koła opadły z wyraźnym „ łup”, ziemia zbliżyła się szybko, a Frank zaczął się głośno modlić. Był to zwyczaj, który Preston uważał za niestosowny w czasie wczesnych dni ich znajomości. Do tego czasu nie tylko przywyknął, al i uspokajało go to. Żyli, na przekór wszystkim siłom, które spiskowały by ich zabić. Doszedł do wniosku, że oznacza to, że skądś nadchodziła pomoc.

W każdym razie modlitwa zadziałała. Albo być może były to umiejętności Prestona, dzięki którym samolot wylądował idealnie mimo piasku, który falował wokół niego. Silniki zaryczały w proteście, gdy śmigła zaczęły się obracać w drugą stronę, kadłub zazgrzytał, jak gdyby miał się rozpaść i C-27 cały się trzęsąc, zatrzymał się. Preston, szczęśliwy, że utrzymał swoje źródło utrzymania w jednym kawałku, doprowadził samolot do miejsca, gdzie czekali jego pasażerowie.

Agent 47 wstał z walizką w ręce, gdy samolot dokołował do miejsca odległego o 30 metrów i zatrzymał się. Silniki zawyły głośno podczas wyłączania, drzwi z tyłu kokpitu, po lewej stronie kadłuba otworzyły się i pojawiły się rozkładane schody.

Zabójca odebrał to jako sygnał do zbliżenia się do samolotu. Numo był tuż za nim. Samolot towarowy został wyczarterowany przez Al-Fulani, co mogło stanowić problem. Jednak dzięki walizce pełnej pieniędzy, którą zabójca wyjął z Land Rovera biznesmena istniała duża szansa, że wynajęci piloci będą chcieli zmienić zleceniodawcę.

Jeśli nie, to będą zmuszeni do współpracy lub, jeśli będzie to absolutnie konieczne, zabójca mógł sam spróbować polecieć C-27, chociaż nie wylatał żadnych godzin na Spartanie i naprawdę nie chciał kusić losu.

Próbował skontaktować się z Agencją by powiedzieć im, czego się dowiedział, ale coś zakłócało przekaz. Gazeau wyjaśnił, że ten problem spotyka większość podróżujących po tej części pustyni, jednak niezależnie od przyczyny musieli przez to pilnie wracać do cywilizacji.

Więc agent z uśmiechem na ustach zbliżył się do schodów i wszedł na pokład samolotu.

- Witam! – Powiedział zachęcającym tonem, będąc w środku. – Jestem Taylor, a to Numo. Nastąpiła zmiana planów. Mam nadzieję, że to żaden problem.

Preston zmarszczył brwi. Było coś innego w mężczyźnie stojącym przed nim. Coś niebezpiecznego. Ponadto za każdym razem, gdy słyszał z ust klienta „zmiana planów” oznaczało to kłopoty. Często jednak lepiej było się dostosować, więc pilot miał zamiar poczekać i się przyglądać.

- Miło mi panów poznać. – Odpowiedział pilot ostrożnie. – Nazywam się Preston. Bob Preston. Człowiek, który siedzi w kokpicie, kiedy powinien być na zewnątrz i sprawdzać podwozie to mój drugi pilot. Evan Franks

- Miło mi poznać. – Rzekł Franks, odpychając się ku nim. Miał rude włosy, masę piegów i uśmiech wiejskiego chłopa. – Nie martwcie się. Jest mocny tylko w gębie.*

*( his bark is worse than his bite – dosłownie “ jego szczekanie jest gorsze od jego gryzienia”, ale chyba o to chodzi  - Dop.Weasley55)

Agent 47 uśmiechnął się, gdy drugi pilot opuścił pokład.

- Jakie zmiany miał pan na myśli? – Spytał Preston podejrzliwie.- I gdzie jest pan Al-Fulani?

- On… Spóźnił się. – Odparł 47 wymijająco, patrząc na Browninga 9mm wiszącego pod lewym ramieniem pilota – i nie będzie mógł do nas dołączyć. Ja potrzebuję dostać się na Sycylię, do której, o ile się nie mylę, spokojnie dolecimy pańskim samolotem.

- Taa, ale tego nie było w umowie. - Zaoponował szorstko Preston. Mieliśmy lecieć do Fez. Sześć tysięcy w zaliczce, sześć po doleceniu. – To było dwa tysiące więcej niż zgodził się Al-Fulani, ale Preston nie uważał za zbrodnię zawyżenie kwoty. Być może Taylor się zgodzi.

- Więc jesteśmy wam dłużni sześć. – Powiedział zabójca zgadzając się, po czym odwrócił się by położyć walizkę na rozkładany stolik. Zatrzaski kliknęły przy otwieraniu.- Tutaj jest sześć kawałków. – Powiedział odwracając się by pokazać pilotowi plik banknotów. – Jeśli polecicie ze mną na Sycylię zapłacę wam jeszcze dodatkowe sześć. Zgoda?

Prestom przyjął pieniądze, sprawdził czy w środku stosu nie ma żadnych fałszywek i schował plik z powrotem.


- Co z dziećmi? – Dopytywał się pilot. – Na pewno nie chcesz ich tutaj zostawić.

Prawdę mówiąc 47 nawet nie pomyślał o tym, co stanie się z dziećmi. Jednak widząc zatroskaną twarz Prestona, agent szybko odpowiedział.

- Nie, oczywiście że nie.- Odparł gładko zabójca. – Po to lecimy na Sycylię. Jest tam sierociniec, który je przyjmie.

Preston uśmiechnął się. Miał bardzo białe zęby

- W porządku! – Powiedział Amerykanin z entuzjazmem. Na co czekamy? Ładujmy dzieciaki i zwiewajmy stąd! Jest taka możliwość, że mój leniwy drugi pilot zapomniał sporządzić planu lotu. Byłoby więc najlepiej gdybyśmy nie skończyli na ziemi.

Mając na miejscu swój środek transportu Agent 47 zostawił Numo i Gezeau by zgromadzić dzieci do samolotu i jednocześnie sprawdzić, co z Marlą. Pozbawili ją przytomności w trakcie walki z ochroniarzami Al-Fulani, agentka Puissance-Treize została przylepiona taśmą klejącą do śpiwora. Miała przywiązane ręce i stopy

Ale kiedy agent do niej przyszedł, Marla zniknęła.

Sądząc po sposobie, w jaki więzy zostały przecięte, wyglądało na to, że Marla miała przy sobie jakieś ostrze. Na tyle małe i tak dobrze ukryte, że pominęli je w czasie wstępnego, pobieżnego przeszukania. Gdy odzyskała świadomość było jej stosunkowo łatwo udawać nieprzytomną, czekać aż oni wszyscy wyjdą i się uwolnić.

Teraz, uzbrojona we wszystkie bronie leżące wokół, Marla ukrywała się w ruinach. Zabójca mógł oczywiście wyjść i ją wyśledzić, ale po co? Miał to, po co przyszedł, a poza tym jej głowa była nic niewarta. Wydawało się więc sensowne by ją zostawić.

Nie znaczyło to jednak, że Marla będzie tak wyrozumiała. Więc zamiast ryzykować postrzelenie z karabinu, Agent 47 załadował swoje bagaże do Land Rovera i podjechał nim do samolotu. Nawet, jeśli zaparkował czterokołowca w miejscu osłoniętym przez schody i tak byłby widoczny wsiadając na pokład, ale tylko przez chwilę.

47 wiedział, że Numo i Gazeau splądrują samochody Al-Fulani przed wysłaniem rachunku Agencji, ale i tak dał pięć tysięcy dolarów każdemu z nich jako premię i na wypadek gdyby potrzebował ich w przyszłości.

- Uważaj na siebie. – Powiedział Gazeau gdy uścisnęli sobie dłonie.

- Uważajcie. – Odparł 47. – Zwłaszcza na zewnątrz. Marla się uwolniła i jest uzbrojona.

- Dzięki za ostrzeżenie. – Powiedział Libijczyk zakładając okulary przeciwsłoneczne w stylu lotniczych gogli. Może uda mi się przekupić ją Land Roverem chyba, że masz coś przeciwko.

- Nie.- Odpowiedział 47. – Jest twój.

Potem, pomachawszy Numo, zabójca wszedł na schody

Nie było słychać wystrzałów, ale Gazeau dostrzegł błysk odbitego światła z wieży ciśnień, jak gdyby ktoś oglądał pas startowy przez lornetkę. Myśląc o tej możliwości obszedł teren wokół by otworzyć drzwi od strony kierowcy, wyjąć kluczyki ze stacyjki Land Rovera i przytrzymać je na widoku

Potem, dając kobiecie mnóstwo czasu by się przyjrzała, powiesił klucze na antenie samochodowej.

C-27 odkołował w tym czasie, skręcając na pas startowy i zostawiając za sobą miniaturową burzę piaskową. Silniki General Electric T64-P4D zaryczały, gdy pilot otworzył obie przepustnice, samolot skoczył do przodu i szybko nabierał prędkości.

Samolot wzniósł się w górę kilka sekund później.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Weasley55
PostWysłany: Sob 19:48, 09 Sie 2008 
Głowa Smoka
Głowa Smoka

Dołączył: 07 Paź 2007
Posty: 543
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 5 razy
Ostrzeżeń: 0/5


W POBLIŻU NOTO, SYCYLIA

Lądowisko to datuje się na czasy II Wojny Światowej, gdy niemieckie samoloty tankowały na nim przed lotem do Afryki Północnej. Później, gdy rzeczy toczyły się kiepsko dla Rommla, eskadra myśliwców stacjonowała tutaj by móc atakować statki aliantów na Morzu Śródziemnym.

Ale te dni dawno się skończyły i lotnisko jest dzisiaj przeznaczone dla cywilnych lotników oraz okazjonalnie jako awaryjne miejsce lądowania dla odrzutowców komercyjnych linii lotniczych.

Gdy słońce zaczęło zachodzić, samotna postać stała przed małym terminalem i patrzyła się na południe. Mimo, że nie był to przyjaciel 47 w zwykłym znaczeniu tego słowa, Ojciec Vittorio był jego duchowym doradcą w chwili, gdy on tego potrzebował. Agent wierzył, że skończy w piekle i biorąc pod uwagę wszystko, co zrobił 47, było to rzeczywiście możliwe.

- Ale Bóg nigdy się nie poddaje i ja też nie mogę. – Mówił sobie ksiądz. – Ponieważ głęboko w duszy 47 tkwi ziarno dobroci nawet, jeśli on nie jest tego świadomy.

Były dowody na poparcie hipotezy księdza. Zabójca raz schronił się w kościele Vittorio, gdzie pracował jako ogrodnik próbując uciec przed swoim pełnym przemocy życiem. Ale ludzie o umiejętnościach 47 byli rzadkością i niedługo potem przeszłość dogoniła zabójcę, zmuszając go by jeszcze raz sięgnął po broń. To były krwawe dni na ziemi już nasączonej krwią. To zakrawało na cud, że zarówno Vittorio jak i jego dawny ogrodnik wciąż żyli.

Zerwał się zimny wiatr jak gdyby w jakiś sposób przywołany przez czarne myśli księdza. Targał on jego płaszczem, gdy na południu pojawił się samolot. Jego światła nawigacyjne były włączone i powoli tracił wysokość.

Rozmowa telefoniczna przydarzyła się niespodziewanie niczym grom z jasnego nieba. Vittorio od razu poznał, kto mówi, gdy tylko usłyszał głos 47. Agent był w samolocie z sierotami, zmierzał na Sycylię i potrzebował kogoś, kto zajmie się młodzieńcami. Dlaczego płatny zabójca leciał na północ w samolocie z dziećmi? Nie było sposobu by się tego dowiedzieć.

Poza tym to naprawdę nie miało znaczenia. Sieroty potrzebowały pomocy i Ojciec Vittorio zrobi wszystko by ją zapewnić. Bez wątpienia także od strony prawnej, bo lokalny celnik jest członkiem parafii Vittorio. O pomoc można się zwrócić do Watykanu, a Bóg zajmie się resztą.

Rozległ się krótki pisk opon, gdy samolot osiadł na ziemi, silniki zaryczały i niedługo potem dwusilnikowy samolot skręcił z pasa startowego na drogę do kołowania przed terminalem. Zatrzymał się kilka minut później a wielkie śmigła obróciły się jeszcze kilka razy nim w końcu stanęły.

Drzwi się otworzyły, schody rozwinęły i pojawił się Agent 47. Zabójca nosił swój zwykły czarny garnitur, białą koszulkę i czerwony krawat. Gdy był w połowie schodów odwrócił się by wziąć dwie walizki i dwie teczki. Trzy z tych przedmiotów zostawił przy samolocie, gdy wyszedł na asfalt.

Vittorio zauważył, że skóra 47 była ciemniejsza niż zwykle, jak gdyby spędził dużo czasu na słońcu i zastanawiał się jak długo agent był w Afryce.

- Dobrze cię widzieć, mój synu. – Rzekł ksiądz, gdy dwaj mężczyźni objęli się.

- I ciebie, Ojcze. –Odparł Agent 47. – Dzięki, że zgodziłeś się pomóc.

- Taka jest rola Pana.- Powiedział Vittorio, patrząc na samolot. W tym momencie dzieci wysiadały. Kościste maluchy wyglądały żałośnie, gdy inny mężczyzna, który wyglądał na pilota, zaprowadził je do terminalu. – Co możesz mi powiedzieć o tych maleństwach? = Spytał duchowny. – Co stało się z ich rodzinami?

- Ich rodzice zostali zabici przez handlarzy niewolnikami. Były w drodze do domu publicznego w Fez, gdy coś się stało człowiekowi, który je kupił. – Odpowiedział 47

Vittorio przeżegnał się. Mógł sobie wyobrazić, czym było to „coś”.

- Ale w przeciwieństwie do większości sierot, te przybyły razem z dotacją – Powiedział Agent 47 pokazując duchownemu walizkę Al-Fulani.

Ksiądz otworzył zatrzaski, zerknął do środka i zamknął pokrywę.

- To sporo pieniędzy, mój synu.

- Tak. - Zgodził się 47. – Wolnych od podatku.

Rozmowa została przerwana, gdy pojawił się pilot, wlokąc za sobą dzieci. Mężczyzna miał się przedstawić, gdy sieroty podbiegły do Ojca Vittorio i szybko go otoczyły.

- Nazywam się Preston. – Rzekł pilot wyciągając rękę. Dzieci uczęszczały do szkółki misyjnej zanim ksiądz został zamordowany i wszyscy mieszkańcy musieli uciekać. Wiedzą, więc co znaczy koloratka.

W tym momencie do grupy dołączył drugi pilot. Pod jedną pachą miał teczkę i niósł dwie walizki. – Nie wiem, co w nich nosisz – skarżył się 47 – ale są cholernie ciężkie!

- Dzięki temu trudniej je ukraść. – Powiedział beztrosko 47, biorąc teczkę. W tej sytuacji agent czuł się niepewnie i chętnie by jej nie przedłużał.

Nim agent zdążył uciec jedna dziewczynka oddzieliła się od reszty dzieci i stanęła dokładnie przed nim. Jej wielkie, brązowe oczy patrzyły poważnie i przemówiła wyraźnym głosem.

- Dziękujemy panie Taylor. Wszyscy zapamiętamy pana imię.

To był prawdopodobnie największy szacunek, jakim Dinka umiała kogoś obdarzyć. Jednak, gdy Vittorio spojrzał na twarz 47, zobaczył na niej szczere zdumienie Podejrzewał, że 47 nie miał zamiaru pomagać tym dzieciom i nie był pewny jak odpowiedzieć

Agent skinął tylko z zakłopotaniem głową i wymamrotał „Nie ma za co”, gdy zarzucił teczkę na plecy i chwycił obydwie walizki.

Rozległ się długi moment ciszy, gdy trójka mężczyzn i mała dziewczynka patrzyli jak 47 odchodzi. Wreszcie Ojciec Vittorio przemówił, kręcąc głową.

- Boskie plany są tajemnicze, przyjaciele…bardzo tajemnicze doprawdy.

CDN

( Vittorio żyje Smile A skoro Vittorio żyje w tym tekście, wykupionym przez Eidos, to żyje i w grze Smile


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Weasley55 dnia Sob 20:02, 09 Sie 2008, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
CoVert
PostWysłany: Sob 22:48, 09 Sie 2008 
Głowa Smoka
Głowa Smoka

Dołączył: 21 Sie 2007
Posty: 1764
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Hongkong
Płeć: Mężczyzna


Czyli nie umarł, jak próbował nam wmówić Łukasz R. tudzież inni:P

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Weasley55
PostWysłany: Pon 17:18, 11 Sie 2008 
Głowa Smoka
Głowa Smoka

Dołączył: 07 Paź 2007
Posty: 543
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 5 razy
Ostrzeżeń: 0/5


RZYM, WŁOCHY

Następnego dnia, wcześnie rano Agent 47 pojawił się w Rzymie, wsiadł w pociąg z lotniska i zameldował się w ładnym, ale małogwiazdkowym hotelu niedaleko Hiszpańskich Schodów*. Potem nadszedł czas na prysznic, umycie zębów i trochę snu.

*( Zabytek Rzymu. – Dop. Weasley55)

Zanim wyjechał do Rzymu próbował skontaktować się z Dianą i odpowiedział mu nieznajomy głos, podający się za jej zastępcę. Było to tak niezwykłe, że 47 zdecydował się nie powierzać tak ważnej informacji komuś obcemu i natychmiast się rozłączył.

Było teraz jasno na zewnątrz, ale wielkie zasłony blokowały większość światła od wschodzącego słońca a także trochę ulicznych hałasów. Dywan był wyposażony w wygodną poduszkę, co oznaczało że zabójca pozwolił sobie na większy komfort niż zwykle i miał małe kłopoty z zaśnięciem.

O dziwo ( przynajmniej z perspektywy 47) padało, gdy się obudził. Czarne chmury zasłoniły słońce i krople deszczu bębniły w okno, gdy zajmował się porannymi sprawami. Z tym wyjątkiem, że było już południe, co znaczyło, że będzie bardzo ciężko zjeść porządne śniadanie, zwłaszcza w kraju gdzie pierwszy posiłek zwykle składał się z kawy i bułki. Był to posiłek tak niepożywny, że zdaniem 47 szkoda było zachodu.

Rozwiązaniem było posilenie się w hotelu, który nie tylko zaopatrywał w żywność Amerykanów, ale także miał własną restaurację, ponieważ takie hotele zapewnie zaserwują jajka, naleśniki i bekon. Znalezienie takiego wymagało spaceru przez trzy przecznice bez parasola, więc 47 przemókł, gdy pojawił się w przesadnie udekorowanej jadalni i wynajął stolik. Dobrą wiadomością było to, że restauracja rzeczywiście serwowała śniadania w amerykańskim stylu.

Złą wiadomością było to, że teraz podawali lunch. Jednak jak zwykle pieniądz zdziałał cuda i podając 50 dolarów kelnerowi zabójca wkrótce zasiadł do śniadania złożonego z gofrów, bekonu, kiełbasy i gorącej kawy do popicia.

Z pełnym żołądkiem i nowo zakupioną parasolką dla ochrony głowy, zabójca wrócił do hotelu. Jego pokój był sprzątany, a bagaż bezpieczny, więc czas wracać do pracy.

W pierwszej kolejności trzeba było zadzwonić i spróbować porozmawiać z Dianą, która, jak miał nadzieję, była z powrotem na służbie. Ponieważ nie słyszała agenta od wielu dni zapewne będzie chciała go zbesztać, zwłaszcza za to, że rozłączył się z jej „zastępcą”.

Ale włączając telefon satelitarny i wprowadzając właściwy kod, Agent 47 znowu rozmawiał z obcym. Nie było to niespotykane, ale rzadkie, ponieważ Diana była swego rodzaju pracoholicką, więc tym razem nie przerwał połączenia.

Dość niezwykły był jednak fakt, że mężczyzna który odebrał telefon natychmiast połączył go z Panem Nu, którego 47 ostatni raz widział w Yakimie. Czekał 30 sekund, ale gdy kierownik odebrał, był wyraźnie zaniepokojony tą rozmową.

- Agencie 47? Czy to ty? Próbowaliśmy skontaktować się z tobą od wielu dni.

- Byłem nieco zajęty.- Odparł szczerze zabójca. – Gdzie jest Diana?

Kierownik wiedział jak bardzo agenci terenowi bywają przywiązani do swoich kontrolerów i był przygotowany na to pytanie.

- Musimy pogadać 47. Twarzą w twarz. Gdzie jesteś?

- W Rzymie. – Odpowiedział zabójca ostrożnie

- OK., Rzym. – Odparł kierownik. – Mogę być tam w porze późnej kolacji. Zjemy, opowiem ci o Dianie, a ty o Afryce. Jak poszło, swoją drogą? Dogoniłeś Al-Fulami?

Pytanie to zawisło pomiędzy nimi, gdy zabójca rozważał swoje możliwości. Mógł ( i prawdopodobnie powinien) powiedzieć Nu, czego się dowiedział, ale coś było nie tak. Coś mającego związek z Dianą.

Więc zamiast na nie odpowiedzieć zabójca wolał zakończyć rozmowę.

- Przykro mi, – rzekł, – ale ktoś czeka przy drzwiach. Zobaczmy się dziś w nocy. Gdzie powinniśmy się spotkać?

Nu wyczuł zwątpienie agenta, ale pomyślał, że lepiej o tym nie myśleć i był pewny, że dowie się wszystkiego, co trzeba było, później tego dnia. Zamiast tego podał więc nazwę swojej ulubionej restauracji.

- Spotkamy się o dziewiątej. – Rzekł i poczekał aż 47 przerwie to przedstawienie.

Znowu się połączył i szybka rozmowa z technikiem w pokoju kontrolnym „ Danjou” wystarczyła by na podstawie nadajnika wbudowanego w telefon 47 potwierdzić, że agent naprawdę był w Rzymie. Nie żeby kierownik nie ufał zabójcy, ale mimo wszystko…

Diana do niedawna była poza podejrzeniami, a teraz nic nie wydawało się już pewne. Podejrzliwość była jak zaraźliwa choroba i kiedy raz na nią zachorowałeś była prawie niemożliwa do wyleczenia.

- Zadzwoń na lotnisko – powiedział Nu. – Powiedz naszemu pilotowi żeby skonstruował plan lotu do Rzymu. Będę tam za pół godziny.

Teraz, kiedy o tym pomyślał, być może nie ufał zabójcy. Prawdę mówiąc być może nie ufał nikomu.

Wciąż padało i Agent 47 obserwował restaurację od ponad godziny, kiedy pojawiła się taksówka i wyszedł z niej Pan Nu. Zabójca nie miał powodu by spodziewać się pułapki, ale zawsze opłacało się być ostrożnym, więc poczekał pełne pięć minut by zobaczyć, czy pojawi się ktoś jeszcze. Obejrzał też najbliższe budynki, ale nie zobaczył nic, co wyglądałoby podejrzanie. Wreszcie, zadowolony, że restauracja była dość bezpieczna, wyszedł na zimny deszcz.

Pięć minut później siedział przy nakrytym obrusem stole naprzeciwko swojego przełożonego. Mała lampa olejna stała na środku i oświetlała twarz kierownika od dołu.

- Wszystko tutaj jest wyśmienite, – Powiedział Nu wskazując czekające na nich menu, – ale najbardziej lubię risotto z kurczakiem. Szef kuchni używa Carnaroli*, który zachowuje kształt lepiej niż Arborio*, ale niesamowicie wchłania bulion. Albo mógłbyś zasmakować w Pasta Rustico dla ludzi z dobrym apetytem.

*( gatunki ryżu. – Dop. Weasley55)

W końcu 47 zamówił talerz makaronu, który okazał się być przepyszny i idealnie smakował z winem. Gdy zjedli główne danie Nu przeszedł do interesów


- Pytałeś o Dianę. – Powiedział kierownik ponuro. – I odkładam to pytanie. To dlatego, że ona może być osobą, której szukamy.

Agent 47 otworzył usta by zaprotestować, ale Nu podniósł rękę.

- Wy dwaj blisko ze sobą współpracujecie. Wiem o tym, ale wysłuchaj mnie.

Więc 47 słuchał jak kierownik mówi o dowodach przeciwko Diany, gdy pojawił się ich deser.

- Więc to tyle. – Zakończył przygnębiającym tonem Pan Nu. – Wychodzi na to, że Diana nas sprzedała, z tym wyjątkiem, że ona uważa te wypłaty za część zawiłego planu. Działania, które odwraca uwagę od prawdziwego winnego. Osobiście mam nadzieję, że się nie myli, ale na to nie wygląda. Chyba, że ty masz informacje, które temu zaprzeczają.

Agent 47 napotkał wzrok rozmówcy. – Tak. Wierzę, że mam, chociaż potrzebuję więcej dowodów. Zgodnie z Al-Fulani człowiek, którego szukamy to Aristotle Thorakis. Al-Fulami przysięgał, że Thorakis ma, albo raczej miał poważne problemy finansowe. Tak poważne, że musiał przyjąć pożyczkę od Puissance-Treize by pozostać w biznesie. Od tego czasu wykorzystywali go do cna.*

*( w oryginale draining him dry. – Ma ktoś jakieś inne pomysły? – Dop.Weassley55

Nu zmarszczył brwi. – Jesteś pewny? Wiedzieliśmy, że miał problemy, ale kiedy nasi księgowi przejrzeli jego finanse wyszło, że jest czysty. Wszystkie pożyczone pieniądze zdawały się pochodzić z legalnych źródeł.

- Powiedz gryzipiórkom żeby przyjrzeli się jeszcze raz. – Zasugerował sucho Agent 47.- Zgaduję, że te „legalne źródła” to tak naprawdę kontrolowane firmy* albo firmy w jakiś sposób zobowiązane wobec Puissance-Treize.

(* fronts – w języku angielskim jest na to specjalne określenie. Chodzi właśnie o firmy, które tak naprawdę kontroluje druga firma i wypłaca z niej łapówki itd. Taki zwrot widnieje już w rozdziale XV. – Dop. Weasley55

- To, co mówisz ma sens. – Przyznał Nu. –Ale nawet ty przyznajesz, że nie mamy dowodów. Co jeśli księgowi niczego nie znajdą?

- To miejmy nadzieję, że JA znajdę. – Odpowiedział 47. – Mam zamiar wyśledzić Thorakisa i zobaczyć, czego się mogę dowiedzieć. Ale nie mów nic kierownictwu. Jeśli Thorakis dowie się co robimy podejmie dodatkowe kroki by zatrzeć za sobą ślady lub uciec.

- Zrozumiałem. – Powiedział kierownik. – Ale do czasu aż nie udowodnimy, że Thorakis jest winny, Diana pozostanie pod kluczem. Jesteśmy pod dużym naciskiem i chcą ją już ukarać.

- Czyim naciskiem? – Dopytywał się 47. – Thorakisa?

- Tak, - potwierdził Nu, - ale innych także. Chcą krwi.

- Potrzebuję czasu. – Odrzekł 47.

- Jak dużo?

- Dwa tygodnie.

- OK. - powiedział kierownik niechętnie. To dużo, ale zrobię co w mojej mocy. Jednak nie będzie łatwo.

Nie. – Zgodził się poważnie Agent 47. – Nie będzie łatwo.

Gdy Agent 47 obudził się następnego ranka, mógł poczuć tykanie zegara.

Jednak nie jego zegara, ale Diany, co było dziwne, bo ledwie ją znał. Jak mogło być inaczej, biorąc pod uwagę, że większość ich związku składała się z pięciominutowych rozmów telefonicznych?

Ale z wyjątkiem bardzo rzadkich spotkań twarzą w twarz, tak jak to z Nu, Diana była jego jedynym prawdziwym łącznikiem z Agencją. Oraz jego jedyną nadzieją, gdy misja idzie nie po jego myśli. Więc to uczyniło kontrolerkę osobą bardzo ważną, dla przetrwania 47, co, biorąc wszystko pod uwagę, uczyniło ją naprawdę bardzo ważną.

Takie były myśli zabójcy, gdy wyszedł zjeść śniadanie w amerykańskim hotelu i wrócił do hotelu by poszukać czegoś w Internecie. Tymi rzeczami normalnie zajęłaby się za niego Agencja, ale musiał poradzić sobie sam o ile nie chciał wyjawić swojego zainteresowania Aristotle Thorakisem.

Pierwszą i najbardziej pilną sprawą było miejsce pobytu morskiego magnata. Grek był bardzo dobrze znany, więc wpisując „Aristotle Thorakis” w popularną wyszukiwarkę, agent znalazł 1.918.000 wyników.

Większość z nich mówiła o interesach w biznesie żeglugowym. W chwili, gdy 47 przeglądał historie o tym jak Aristotle usprawnił rodzinną firmę, trafił na artykuł dotyczący jednego z konkurentów Greka. Meksykańskiego biznesmena o nazwisku Jose Alvarez, który zaczął odbierać klientów jego linii rejsowej, ale miał pecha i utonął we własnym basenie. To był okropny wypadek. Albo przynajmniej tak pisano w artykułach.

Zabójca wiedział o tym incydencie, ponieważ był tam tamtej nocy. Zamiast stroju do nurkowania, który wytwarzałby bąbelki, był wyposażony w wojskowy aparat do oddychania zwrotnego* i był już zanurzony w głębi basenu, gdy Alvarez zanurkował. Pociągnięcie przedsiębiorcy na dno było całkiem łatwe. Utrzymanie go na dnie było odrobinę trudniejsze.

*( rebreather. Od „rebreath”, czyli oddychania zwrotnego z ponownym wdychaniem wydychanego powietrza. – Dop. Weasley55

Przez ciągłe zawężanie zakresu poszukiwań, 47 był w stanie znaleźć mnóstwo artykułów z magazynów i gazet o Thorakisie, jego rodzinie i ich stylu życia. Po przeglądnięciu sporej ich liczby, zabójca doszedł do wniosku, że gdy nie brał udziału w spotkaniach biznesowych w Londynie, Nowym Jorku, Hong Kongu lub innym centrum międzynarodowych finansów, morski magnat spędzał większość czasu w rodzinnej posiadłości w pobliżu miasta Kalomata* w Grecji, w swoim wysoko położonym apartamencie w Atenach, na pokładzie wyszukanego superjachtu „Perseusz” lub w dość skromnej posiadłości w Sintra w Portugalii.


* ( Chodzi chyba o miejscowość Kalamata, bo ta rzeczywiście jest w Grecji. Kalomaty nie znalazłem. – Dop. Weasley55

Agent wkrótce wyczytał z brukowców, że w tej posiadłości, według legendy, biznesmen trzyma swoją etiopską kochankę. Jego żona twierdziła, że jest świadoma tego związku, ale woli to ignorować.

Gdy określił miejsca, gdzie najpewniej można znaleźć Thorakisa, następnym krokiem zabójcy było dokładne określenie miejsca pobytu morskiego magnata. Wydawało się to niemożliwe, dopóki agent nie odkrył tygodników żyjących ze śledzenia hollywoodzkich aktorek, zepsutych arystokratów i owszem, także bogatych biznesmenów jak Thorakis. Zwłaszcza, jeśli byli kontrowersyjni, a zgodnie z najnowszym wydaniem „ La Dolce Vita” Grek niewątpliwie taki był.

Zgodnie z zapierającym dech w piersiach tekstem, który ozdabiało mocno powiększone zdjęcie morskiego magnata delikatnie gryzącego bose damskie stopy, Thorakis właśnie ukrywał się w Sintra ze swoją kochanką. Sądząc po sześciu walizkach wyładowanych z jego limuzyny, planował tam zostać na dłużej.

Szybki telefon do małej gazety w Sintra wystarczył by potwierdzić obecność Greka.

Ale zamiast wybrać się do Sintra i wymyślać jakąś przykrywkę po swoim pojawieniu się, 47 chciał to zrobić dobrze. Czyli skonstruować alternatywną tożsamość nim wsiądzie do samolotu. Normalnie Diana zajęłaby się takimi sprawami za niego, ale teraz, zmuszony do przeprowadzenia własnych poszukiwań, agent znał już nieprzyjemnego człowieka, którego rolę chciałby odegrać.

Jako członek wolnej, bardzo konkurującej ze sobą i często nieetycznej bandy fotografów często nazywanych „paparazzi” mógł kręcić się przy Thorakisie przez cały dzień i całą noc, nosząc różnego rodzaju aparaty i otwarcie wszędzie za nim chodzić. Wszystko bez żadnych podejrzeń.

Oczywiście najpierw, przed przybraniem nowej tożsamości, 47 wiedział, że konieczna będzie zmiana wyglądu. Nie mała zmiana, ale bardzo duża, ponieważ Thorakis bardzo dobrze znał jego wygląd. Jeśli on naprawdę był zdrajcą, to Puissance-Treize będzie chciało go chronić.

Więc zabójca wykonał kilka telefonów, zapisał adres i ustawił alarm w swoim bagażu.

Agent 47 nauczył się przez lata wiele o makijażu i teatralnych rekwizytach. Tak wiele, że gdy wszedł do „ Portello Dell Fase” z powodzeniem przybrał tożsamość brytyjskiego aktora, którego niespodziewanie wezwano do roli Szekspirowskiego Falstaffa. Było przy tym dużo krzątaniny, gdy właścicielka, która sama raz była aktorką, zaczęła szukać idealnego brzucha z pianki, mocowanego na pas. Rekwizyt ten wraz z czarną peruką i wkładkami policzkowymi zamieni jej klienta w bezwstydną, kłamliwą górę tłuszczu, jaką był Falstaff.

Kobieta miała także kostiumy i pomimo jej opinii, że 47 był za wysoki do roli Falstaffa powiedziała, że chciałaby dokonać niezbędnych przeróbek.

47 jednak odmówił, twierdząc, że teatr dostarczy mu jego kostium. Dzięki temu był w stanie wyjść z wdziękiem po wydaniu, jak się zdawało, zbyt wielu pieniędzy w sklepie.

Po tych zakupach przyszła pora na wizycie w sklepie z męskimi ubraniami, gdzie zabójca uparł się by rozejrzeć się samodzielnie. W końcu wyszedł z ciuchami, które kasjer uznał za zbyt duże na niego.

Zadowolony ze swojego nowego wyglądu i pewny, że mógłby nabrać każdego, 47 wrócił do hotelu, po czym udał się do swojego pokoju. Tam narodził się Tazio Scaparelli. Paparazzi był prostym człowiekiem z łysym czubkiem głowy, który otaczały niesforne, czarne włosy. Miał grube policzki, pieprzyk na górnej wardze i wielki brzuch, który nie tylko zwisał nad pasem od spodni, ale także o mało nie rozdarł jego taniej, sportowej koszulki. Workowate spodnie i buty na cienkiej podeszwie dopełniały stroju.

Nie miał zamiaru brać do Portugalii Silverballerów, Walthera ani strzelby. Nie chciał także brać swoich zwykłych ubrań, bo Scaparelli nie mógł ich nosić. Zabójca wziął więc tylko to, czego potrzebował, spakował wszystko do walizki i wyszedł z hotelu przez wyjście ewakuacyjne.

Dziesięć minut później agent wszedł do budki telefonicznej, wystukał długi rząd cyfr i czekał na nieuchronne powitanie. Potem przerwał kontrolerowi. - Tu 47. Proszę wyślij kogoś po mój bagaż. Och. Jeszcze jedno. Powiedz temu, kogo wyślesz, żeby zostawił zamki w spokoju, bo inaczej coś może zrobić” buum!”

Kontroler zaczynał już odpowiadać, ale rozmowa była skończona.

KONIEC ROZDZIAŁU XVI

CDN


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Weasley55 dnia Sob 18:23, 16 Sie 2008, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Weasley55
PostWysłany: Wto 14:45, 12 Sie 2008 
Głowa Smoka
Głowa Smoka

Dołączył: 07 Paź 2007
Posty: 543
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 5 razy
Ostrzeżeń: 0/5


ROZDZIAŁ XVII

PARYŻ, FRANCJA

Warunki panujące w „Prison de la Santé”* w XIV dzielnicy Paryża** można było określić tylko jako piekło na ziemi. Cele były brudne, hałas ogłuszający, handel narkotykami rozprzestrzeniał się, zaraźliwe choroby ciągle zbierały swoje żniwo, gwałty były częstym zjawiskiem, a jedynym sposobem by stąd uciec było samobójstwo, które więźniowie często popełniali.

*( Więzienie. – Dop. Weasley55)

** (http://en.wikipedia.org/wiki/Category:Paris_XIVe_arrondissement)

Wszystko to czyniło “Santé” bardzo niebezpieczne dla każdego oprócz Louisa Legarda, który jako Dyrektor Naczelny Puissance-Treize miał strażników, osobno przygotowywane jedzenie i mnóstwo innych przywilejów, o których większość więźniów mogła tylko śnić.

Jednak, uprzywilejowany czy też nie, ostatnim miejscem, w którym Legard chciał być było „Santé”. Więc gdy jeden z umięśnionych, francuskich ochroniarzy oczyścił drogę dla szefa, który od ostatniego zamachu na jego Zycie musiał chodzić o kulach, Legard czuł wszystko oprócz radości. Wbrew dwóm milionom euro wydanym na prawników, łapówki i apelacje, musiał jeszcze wydostać się z tej zgniłej dziury, w którą wsadził go francuski rząd

Nie za morderstwa, które popełnił, a za niepłacenie podatków. Przestępstwo tak przyziemne, że aż dziwaczne.

Więźniowie i strażnicy znikali im z oczu, gdy szef Puissance-Treize i jego świta skręcili w główny korytarz i szli w kierunku punktu kontrolnego, gdzie Legard zostanie przeszukany nim wypuszczą go do pokoju widzeń za nimi. Przeszukiwanie było procesem, którego nawet Legard nie mógł uniknąć, jednak zwykle aroganccy strażnicy uważali by zachować godność więźnia, wiedząc co może się z nimi stać, jeśli tego nie zrobią.

Prawdę mówiąc, mniej niż rok temu nowy członek personelu nazwał go estropié repugnant*. Strażnik, jego żona i dwójka dzieci zostali w tajemniczy sposób zamordowani trzy dni później. Nikt nie został za to aresztowany, ale wiadomość było zrozumiała. Od tego czasu Legarda traktowano z najwyższą delikatnością.

*( Fr. „Powolny kaleka” – Dop. Weasley55)

Przechodząc przez punkt kontrolny musiał przekuśtykać przez otwarty teren do rzędu ciasnych kabin, gdzie więźniowie mogli rozmawiać z gośćmi przez warstwy niewyraźnego szkła akrylowego. Zgodnie z opłaconymi z góry łapówkami, które odebrał, strażnik odpowiedzialny za regulowanie ilości więźniów zadbał o to by umieścić Legarda pomiędzy dwoma pustymi kabinami. Pozornie błaha przysługa, ale zapewniało to prywatność mężczyźnie, a to było dla niego bardzo ważne.

Pierre Douay zaczął bać się wizyt u Legarda. Zarówno powodu nieprzyjaznego otoczenia oraz z powodu nieprzerwanych żądań Dyrektora Naczelnego. To ponownej rozprawy, to lepszej opieki medycznej i większej ilości świeżych owoców. Gdy Legard wszedł do kabiny po drugiej stronie szkła i położył kule na podłodze, Douay wsadził rękę do kieszeni płaszcza i włączył urządzenie szyfrujące udające popularną markę odtwarzaczy MP3.

Dyrektor naczelny zawsze był drobnym człowiekiem, ale stracił dosyć sporo na wadze po nieudanej próbie zabójstwa i był budowy przeciętnego nastolatka. Miał grube, białe włosy, twarz, którą dało się określić tylko jako wychudłą i wargi tak cienkie, że jego usta przypominały poziomą kreskę. W szkło była wmontowana siatka z chromowanego metalu, ale zważywszy na to jak głośny był hałas w tle, obaj mężczyźni musieli nachylić się ku sobie by słyszeć się i nie być zagłuszanym przez innych.

- Dzień dobry panu. – Zaczął Douay uprzejmie. – Jak się pan trzyma?

- A jak myślisz do diabła? – Odpowiedział Legard ozięble. – Czuję się jak ******! Kiedy masz zamiar wyciągnąć mnie z tego cuchnącego szamba?

- Niedługo. – Obiecał Douay kojącym tonem. – Naprawdę niedługo.

- To samo mówiłeś ostatnio. – Poskarżył się z goryczą starszy mężczyzna. – Ale wciąż tu jestem.

- Te sprawy wymagają czasu. – Odpowiedział Douay. – Rządowe tryby obracają się powoli, ale prawnicy powiedzieli mi, że za cztery miesiące, maksimum sześć, nasza prośba o apelację zostanie przyjęta. Kiedy dowiemy się jaki sędzia i prokurator zostaną przydzieleni do tej sprawy, przekonamy ich, ale do tego czasu po prostu nie wiemy kto jest celem.

Wszystko co powiedział Douay było prawdą i Legard to wiedział, ale szef był słusznie podejrzliwy.

- Tak jak mówisz Pierre… Tak jak mówisz. Ale nie jestem idiotą! Im dłużej pozostanę zamknięty w więzieniu tym dłużej ty będziesz szefem Puissance-Treize.

Douaya oskarżano już wiele razy wcześniej, więc miał gotową odpowiedź.

- Ale to nie ja jestem szefem, sir. Pan jest. Wszystko co robię to przekazywanie pańskich instrukcji współpracownikom. Ponieważ ma pan inne źródła informacji niż ja, wie pan, że dalej jestem pańskim oddanym sługą.

- Zyski są spore – Przyznał Legard niechętnie. – Ale co z Projektem Sinon? Jak on idzie?

Sinon był antycznym greckim szpiegiem, który, o ile mity mówią prawdę, był osobą, która przekonała Trojan do otwarcia bram i wpuszczeniu drewnianego konia do Troi
- Idzie dobrze. – Odparł szczerze Douay – Dając duże kwoty pieniędzy jednemu z najbardziej zaufanych pracowników Agencji mogliśmy odwrócić uwagę od prawdziwego zdrajcy. On ciągle dostarcza nam nieprzerwany strumień przydatnych informacji. Niektóre z nich musimy ignorować, jeśli chcemy zachować źródło.

- Rozumiem. – Mruknął Legard patrząc przez szkło. – Ale pamiętaj: chcę zmiażdżyć Agencję, a nie tylko zadziobać ich na śmierć! Jednym z najlepszych sposobów, aby to zrobić jest zniszczenie ich najbardziej efektywnych agentów. Nie udało ci się za pierwszym razem z Agentem 47. Nie popełnij znowu tego błędu.

Czy była to prawda, czy też nie, Legard wierzył, że tajemniczy Agent 47 wystrzelił pocisk 7,62x51 mm, odpowiedzialny za jego bezużyteczną nogę. To było jednym z powodów, dlaczego zostawili pułapkę na agenta w najwcześniejszej fazie Projektu Sinon. Jednak każda próba eliminacji 47 była nieudana i zabójca wciąż żył.

- Tak, sir. – Powiedział pokornie Douay.- Jeśli będziemy mieli okazję by go zabić, zrobimy to

Zwykle bladą twarz Legarda oblał rumieniec, oczy mu zabłysły, jak gdyby oświetlane od środka i ślina pryskała mu z ust, gdy mówił

- STWÓRZCIE tą okazję, do ***** nędzy! Albo to TOBIE będą potrzebne kule, albo coś gorszego i zobaczymy jak ci się to spodoba!

Tym razem głos szefa był na tyle donośny by odwróciło się kilka głów, a Douay był świadomy faktu, że ludzie gapią się na niego, gdy podniósł z podłogi kosz z owocami.

- Przyniosłem parę jabłek, sir. I nieco bananów oraz winogron. Podam je strażnikom, gdy będę wychodził.

- Przepraszam. – Powiedział skruszony Legard i westchnął, odwracając wzrok. – Jestem starym człowiekiem i mówię głupoty. Wiem, że starasz się jak najlepiej.

- Tutaj jest panu bardzo ciężko. – Powiedział Douay współczującym tonem. – Zdaję sobie z tego sprawę i przepraszam.

Niedługo potem wizyta dobiegła końca. Douay podał kosz z owocami jednemu ze strażników , wyszedł za młodą kobietą i jej małą dziewczynką na zatłoczoną ulicę i zatrzymał się by odreagować. Wtedy wziął głęboki oddech, podziękował za wszystko co miał i co zamierzał zdobyć.

Ponieważ prędzej w piekle będzie zimno, niż Louis Legard wyjdzie z więzienia “Santé” i poczuje ciepło słońca na swojej brzydkiej twarzy.

KONIEC ROZDZIAŁU XVII

CDN


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Weasley55 dnia Wto 17:12, 12 Sie 2008, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Weasley55
PostWysłany: Śro 20:52, 13 Sie 2008 
Głowa Smoka
Głowa Smoka

Dołączył: 07 Paź 2007
Posty: 543
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 5 razy
Ostrzeżeń: 0/5


ROZDZIAŁ XVIII

LIZBONA, PORTUGALIA

Port lotniczy Portela został otwarty w październiku 1942 roku, w czasie apogeum II Wojny Światowej. Ponieważ był używany zarówno przez Niemców jak i Brytyjczyków, lotnisko było świadkiem wszelkiego rodzaju szpiegostwa. Gdy Agent 47 wszedł do dużego, niemal instytucjonalnego budynku terminalu, zdawało się, że część tamtych czasów wciąż wisiała w powietrzu.

Duża grupa turystów skończyła właśnie lot liniami British Airway z Londynu. Wielu było wściekłych, dowiedziawszy się, że ich bagaże pozostały w Heathrow i nie powrócą do jutra. Świeżo upieczony paparazzi Tazio Scaparelli nie miał jednak takich problemów, gdy poszedł odzyskać swoją tanią, winylową walizkę i wywlókł swój bagaż w kierunku terminalu. Dzięki temu, że podróżował od jednego państwa Unii Europejskiej do drugiego, nie musiał pokazywać paszportu. Zmiana na lepsze, zdaniem kryminalistów takich jak on sam.

Gdy agent szedł, jego cyfrowy aparat Nikon D2x odbijał się od jego brzuszyska. Zamiast chodzić z nowym aparatem, który mógł go zdradzić, 47 starannie wybrał taki, po którym widać było ślady intensywnego użytkowania. Zgodnie z tożsamością Scaparelli Nixon był w gotowości na wszelki wypadek, gdyby jakaś niczego niespodziewająca się aktorka minęła go po drodze. Był to co prawda szczegół, ale ważny, zwłaszcza dla bystrego oka.

Gdy zabójca przeszedł prze terminal, mógł poczuć setki spojrzeń na sobie, gdy tłum policjantów, oszustów, szpiegów, dilerów narkotyków, złodziei, handlarzy bronią i innych porównywało jego wygląd do wyglądu tych, których szukali, po czym odchodzili. Jeśli któryś z obserwatorów był wynajęty przez Puissance-Treize, to żaden z nich nie zwrócił uwagi na grubego człowieka.

Budynek terminalu był przebudowywany więcej niż raz przez te wszystkie lata. Teraźniejsza przemiana składała się na le2kko skrzywioną fasadę ze szkła, a po jej obu stronach znajdowały się prostokątne kolumny. Rząd wysokich i wąskich wiecznie zielonych roślin stał strzegąc przestrzeni pomiędzy głównym budynkiem i parkingiem. Stało tam dużo taksówek i przywołując jedną z nich 47 najpierw starannie wynegocjował cenę, tak jak jego zdaniem zrobiłby Scaparelli.

Sintra znajdowało się 29 kilometrów na północny zachód od Lizbony, Pierwsza część przejażdżki zaprowadziła taksówkę przez niezbyt wyróżniające się przedmieście Lizbony, ale z dala od miejskiej brzydoty 47 znalazł się w jednym z najpiękniejszych miejsc w Portugalii, jeśli nie na świecie. W miejscu znanym z chłodnego, letniego powietrza i bujnej roślinności. Było tu tak przyjemnie, że portugalscy królowie i arystokraci raz spędzili tutaj lato

Później, gdy wieść o pięknie Sintry rozprzestrzeniała się, ciągła fala podróżników odwiedzała to miejsce i wciąż odwiedza. Agent 47 wiedział, że wielu turystów używa Sintry jako bazy, z której można się wybrać na wybrzeże, a inni korzystali z tutejszych atrakcji jak Palacio Nacional de Sintra ( Pałac Narodowy Sintra), Muzeum Regionalne i Zamek Maurów.

Ale dla ludzi takich jak Aristotle Thorakis, którzy mogli pozwolić sobie na trzystuletni dom usytuowany na półakrowej, bardzo cennej nieruchomości, to miasto było cichym ustroniem. Miejscem, gdzie można było uciec przed mediami, które krążyły po ulicach Londynu, Paryża i Rzymu. Albo przynajmniej ludzie z pierwszych stron gazet mieli taką nadzieję, jednak coraz trudniej było uciec od długich obiektywów ludzi takich jak Tazio Scaparelli.

Na swoją własną kwaterę Agent 47 wybrał Hotel Central, który stał już od wczesnych lat 90-tych, ale przetrwał tak długo, bo był przejmowany od pokoleń przez nowo powstające firmy. Jednak gdy agent zapłacił za kurs i wzniósł swój zaniedbany bagaż do wiekowego holu, wciąż można było zauważyć pierwotny urok hotelu w dobrze wypolerowanym drewnie, Portugalskich kafelkach i solidnych meblach, które go otaczały.

Wszystko to potwierdzało, że Central był nieco obskurnym zajazdem, gdzie mógł przenocować człowiek o ograniczonym budżecie. Nie wspominając o tym, że stał po drugiej stronie Pałacu Narodowego Sintra, czyli w miejscu gdzie przebywało najwięcej turystów i niedaleko restauracji gdzie chętnie bywali ludzie tacy jak Thorakis.

Jak się okazało mały, nieco podniszczony pokój 47 był na drugim piętrze i wychodził na dosyć hałaśliwy plac. Jednak to odpowiadało zabójcy, ponieważ nie miał zamiaru spędzać w nim dużo czasu i niezależnie od gwaru rzadko miał problemy z zasypianiem.

Zgodnie z rolą, jaką grał, 47 nie zabezpieczył swoich rzeczy osobistych. Z wyjątkiem pozornie nieszkodliwej garotty i czegoś, co wyglądało na zastrzyki z insuliny, całe uzbrojenie zabójcy pozostało w Rzymie. Cały plan polegał na tym, żeby pozwolić ludziom przeszukać jego bagaż, jeśli tego zechcą. Wiedział bardzo dobrze, że wszystko, co znajdą działało na korzyść jego przebrania, zamiast go zdradzić.

Nawet zabezpieczony hasłem laptop i telefon satelitarny składały się na wyposażenie potrzebne Scaparelliemu do pracy.

Zadowolony z tego jak do tej pory wszystko się układało i ze jest jeszcze dosyć wcześnie, agent wziął Nikona i wyszedł na zewnątrz. Gdy szedł lekko krętą ulicą do miejsca, gdzie stała większość rezydencji, zauważył, że dużo domów po drodze miało dachy pokryte czerwoną dachówką, balkony z kutego żelaza i zwykle wyglądały bardziej topornie niż elegancko. Wszystkie domy miały szpiczaste dachy i dużo równomiernie ustawionych okien. Częste były też ciasne alejki pomiędzy budynkami.

Ale gdy ulica zaprowadziła go do swego rodzaju kanionu, architektura stała się bardziej różnorodna i w wielu przypadkach bardziej elegancka. Spora ilość budynków wybudowanych tutaj w ciągu ostatnich stu lat, było inspirowanych stylem, jaki znali ich właściciele lub neogotykiem rozprzestrzeniającym się pod koniec XVIII wieku. Dom, który Thorakis wybrał dla swojej kochanki należał do tej drugiej kategorii. Był trzypiętrowy i pokryty wszelkiego rodzaju dachami pokrytymi papą i złączonymi ze sobą. Ściany zrobione były z dobrze dopasowanego, szarego kamienia. Tu i tam znajdowały się otwory na okna, które wydawały się za małe jak na budynek o tych wymiarach. Ściana była ozdobiona rzeźbionymi panelami, najwyraźniej importowanymi z Niemiec bądź Bawarii.

Zgodnie ze swoim rozmiarem i przepychem, budynek stał daleko od ulicy, otoczony stuletnimi, liściastymi drzewami i oddzielony od sąsiedztwa dużym, ozdobnym murem z kamienia. Tu i tam widać było kamery od monitoringu, co było dosyć oczywiste. Razem z co najmniej dwoma umundurowanymi ochroniarzami wystarczyły by trzymać Scaparellich tego świata z daleka.

47 świadomy tego, że musi uwiarygodnić swoją przykrywkę i zrobić zdjęcia posiadłości, pamiętał by zdjąć pokrywę z obiektywu Nikona nim podniósł aparat i zaczął pstrykać zdjęcia. Obiektyw z zoomem nie mógł uchwycić pokoi za oknami zasłoniętymi zasłoną, ale zabójca był w stanie zrobić cenne zbliżenia czegoś, co wyglądało na czytnik kart magnetycznych, wmontowany obok frontowych drzwi, a także obu ochroniarzy i owczarka niemieckiego, który chodził za nimi wokół.

Agent zrobił 34 zdjęcia do momentu, gdy nieznajomy pojawił się obok niego. Sądząc po akcencie nowo przybyły był Amerykaninem. Mierzył nie więcej niż metr pięćdziesiąt wzrostu*. Był ubrany na czarno, jak gdyby miałoby to sprawić, że wygląda szczuplej, a podeszwy jego butów miały przynajmniej 4 centymetry grubości. Był wyposażony w dwa aparaty. Jeden do zdjęć z odległości, drugi do zbliżeń. Bystre, ciekawskie oczy patrzyły znad grubych brwi i dwudniowego zarostu na jego policzkach.

(* no more than five foot six – Zapewne to six oznacza wzrost, ale pierwszy raz się z tym spotkałem. Jeśli to oznacza coś innego, to mnie poprawcie. – Dop. Weasley55)

- Greka nie ma w domu – Powiedział lakonicznie mały człowieczek. – Wyjechał do Lizbony. Zapewne wróci na kolację. Jednak nigdy nie wiadomo kiedy zjawi się Pani Desta.

- Dzięki. – Powiedział ostrożnie, gdy schował aparat. Tej sytuacji obawiał się najbardziej. Rozmowy jeden na jednego z prawdziwym paparazzi, w trakcie której mógł się zdradzić. – Jestem Tazio Scaparelli Dopiero przyleciałem z Rzymu.

- Nazywam się Tony Dazio. – Powiedział drugi fotograf. – Moja rodzina pochodzi z Włoch, ale to było dawno temu. Dorastałem w New Jersey. Dla kogo fotografujesz?

Agent 47 czekał na to pytanie i miał już gotową odpowiedź. – Jestem wolnym strzelcem. A ty?

- „Star Track” mnie wysłało. – Odparł Fazio. – Chcą zdjęć Thorakisa bzykającego swoją kochankę. Z odległości 1 metra, jeśli to możliwe.

Agent 47 zaśmiał się. – Tylko metra? Masz łatwe zlecenie.

Rozmowa trwała jeszcze z 5 minut i 47 dowiedział się kilku cennych perełek, gdy skończył i się odwrócił. Po pierwsze główną sypialnię najlepiej fotografowało się ze zbocza za domem, a pagórki za nim były publiczną własnością. Po drugie etiopska kochanka Greka była kiedyś modelką i nie wstydziła się obiektywu. Po trzecie para ta jadła na mieście przynajmniej 3 razy w tygodniu, często w tej samej francuskiej restauracji.

Nie wiadomo, czy te skrawki informacji będą przydatne, ale 47 był bardzo zadowolony z rezultatów swojej wstępnej wycieczki, gdy wrócił do hotelu. Następne kilka godzin przesyłał na laptopa zdjęcia, które zrobił, przeglądał każde z osobna i dowiadywał się tyle ile mógł o ochronie Greka.

W trakcie tych czynności 47 nawiedziły nowe wątpliwości. Dotyczyły one nie tyle jego umiejętności ominięcia kordonu strażników i zbliżenia się na tyle blisko by zabić Thorakisa, ale o tym, czy jest sens robić to bez lepszych dowodów. Kara za pomyłkowe zabicie jednego z kierowników byłaby zapewne surowa.

Co robić? Zdaniem 47 trzeba było poczynić konieczne przygotowania, ale przerwać przed samym zabiciem Thorakisa. Wtedy w ostatniej chwili zadzwoniłby do Nu, powiedział, żeby wypuścił w obieg fałszywą informację i poczekał, co z tego wyniknie.

Jeśli morski magnat byłby zdrajcą, natychmiast skontaktowałby się z Puissance-Treize i poprosił o pomoc, w ten sposób się ujawniając.

Plan był nieco skomplikowany, ale było to konieczne, biorąc pod uwagę sytuację. Przydałby się lepszy rekonesans, ale dzięki informacjom, które zgromadził wcześniej tego dnia, był dosyć pewny, że prędzej czy później znajdzie sposób by wejść do posiadłości.

Samo zabójstwo ( jeśli zajdzie taka konieczność ) nie może być jawne. Śledztwo mogło zaprowadzić do jego pracodawców. To mogłoby zaalarmować Puissance-Treize, że ściga ich Agencja. Wtedy najlepsi pracownicy znikną, dopóki nie skończy się odwet i wróg ich zniszczy.

To sugerowało jakiś „wypadek.” Taki, który każdy potwierdziłby bez żadnych wątpliwości. Ale jaki?

To był problem, który zabójca musiał rozwiązać sam

CDN


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Weasley55 dnia Sob 18:24, 16 Sie 2008, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Weasley55
PostWysłany: Pią 17:48, 15 Sie 2008 
Głowa Smoka
Głowa Smoka

Dołączył: 07 Paź 2007
Posty: 543
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 5 razy
Ostrzeżeń: 0/5


„Bon Appétit” było tym, czego oczekiwał 47, czyli portugalską podróbką francuskiej restauracji, łącznie z tapetą z Wieżą Eiffla, stołami ze świecami i eleganckim personelem. Zgodnie z informacjami dostarczonymi przez Fazio, Thorakis i jego kochanka zwykle jedli kolację o 20:00, więc Agent 47 pojawił się o 19:30. Nikon był ukryty w reklamówce.

Kiedy przypatrzył mu się kierownik restauracji i stwierdził, że czeka, posadził człowieka z łysym czubkiem głowy i wydatnym brzuchem przy małym stoliku tuż obok kuchni. Jak na ironię właśnie takie miejsca Agent 47 często wybierał by móc łatwo uciec na tyły, gdy zajdzie taka potrzeba.

To był naprawdę okropny stolik bo ciężko obładowani kelnerzy mieli zwyczaj ocierać się o niego wchodząc i wychodząc.Nie wspominając o hałasie, który wydobywał się z samej kuchni. Jednak 47 mógł za każdym razem usłyszeć strzępy rozmów, a niektóre z nich były dosyć zabawne. Kierownika nazywano „o porco” ( świnią), ktoś o imieniu Joao miał pozytywny wynik w teście na HIV, a osoba nazywana „tym cholernym pomywaczem” wyszła z pracy bez ostrzeżenia.

W międzyczasie, w przerwie między plotkami kucharzy, 47 otrzymał gorącą przystawkę, zupę z żółtej papryki i sporą porcję wołowiny po burgundzku, po której nie miał już siły na deser.

Przy sąsiednich stołach turyści z całego świata mówili jeden przez drugiego o zamkach, które widzieli, o tym, co planują robić podczas swoich pobytów i o różnych sprawach osobistych, obracających się wokół pieniędzy, seksu i władzy. 47 uważał te sprawy za „piekielną trójcę” bo były one istotą każdego zabójstwa, które mu zlecono.

Te rozważania były interesujące, ale prawdziwy powód, dlaczego jadł w „Bon Appétit” jeszcze się nie pokazał. Więc 47 zapłacił rachunek, wziął swój aparat i wyszedł z restauracji.

Na zewnątrz zabójca znowu poszedł drogą, którą podążył wcześniej tego dnia. Jednak tym razem poszedł w górę na rozstaju dróg, a nie w dół jak poprzednio. Było już ciemno, ale delikatne, nocne powietrze, strumień światła ze staromodnej ulicznej lampy i mlecznobiała poświata emanująca z okolicznych okien tworzyły razem surrealistyczne wrażenie ciszy i spokoju.

Niedługo potem pojawił się dokładnie w miejscu nad i za kamiennym domem. W pobliżu byli także inni ludzie, więc musiał niezdarnie się pochylić i ponownie zawiązać sznurowadła, gdy obok przechodziła para Niemców. Potem, gdy turyści byli dobre 15 metrów dalej na ulicy, nadszedł czas by przełożyć nogę przez żelazną poręcz i opuścić się w atramentową czerń pod nią.

Zbocze było strome i 47 prawie stracił równowagę, gdy jego buty* wyrzuciły w dół zbocza małą lawinę kurzu i żwiru, ale był w stanie zapobiec temu, co mogło być katastrofalnym upadkiem, chwytając się mocnej gałęzi.

*( street-shoe. – Tak jakby uliczne buty, albo buty do chodzenia po ulicy. Ja zostawiłem samo „buty”, bo chyba nie ma takiego określenia u nas – Dop. Weasley55

Większość świateł w posiadłości była włączona, ale zasłaniało ją sporo liści, więc agent wiedział, że koniecznie będzie dalsze schodzenie w dół, zanim będzie mógł ją w ogóle zobaczyć. Był to pech, ponieważ jego brzuch, lekko wkurzający na ulicy, był prawdziwym utrudnieniem na zboczu i utrudniał mu poruszanie się.

Pomimo tego chwycił mocniej reklamówkę, ostrożnie szukał oparcia dla stóp i powoli schodził na dół, dopóki nie stanął na szczycie antycznego muru obronnego. Był on jakieś cztery i pół metra wyższy niż kamienny mur otaczający posiadłość i pierwszy rzut oka wystarczył by się upewnić, że będzie widział wnętrze przez przynajmniej niektóre okna, wliczając w to wnętrze dobrze oświetlonej głównej sypialni.

Położył reklamówkę na ziemi, pogrzebał w niej, szukając Nikona i właśnie zdejmował zasłonę z obiektywu, gdy owczarek niemiecki zaczął szczekać. Zabójca znieruchomiał, gdy strażnik przeszedł przez plamę światła, pochodząca z reflektora pod okapem dachu. Mężczyzna powiedział coś niezrozumiałego do zwierzęcia, który dał się poklepać po głowie, nim podążył za nim.

Zabójca odczekał pełne 10 sekund nim podniósł aparat i włączył go. Widział, że ktoś był w sypialni i gdy wyostrzył obraz wszystko stało się jasne. Piękna, czarnoskóra kobieta siedziała przed lustrem czesząc włosy i wpatrując się w swoje odbicie. Nikon charakterystycznie pstrykał, gdy Agent 47 zaczął robić zdjęcia. Nie tyle jej, co pokoju, którego rekonesans mógł się później przydać.

Wciąż robił zdjęcia, gdy usłyszał odgłos kamienia spadającego w dół zbocza i sięgnął po Silverballera.

Ale jego pistolety zostały w Rzymie.

To oznaczało, że jego najlepszą metodą obrony było zareagowanie tak, jak zareagowałby Scaparelli, czyli agresywnie i dosyć gwałtownie.

- Kto tam? – Zasyczał. – Mam kij!

- Zostaw go na kogoś innego. – Powiedział Fazio sotto voce*, wślizgując się w cień, który zajmował 47. – Nie powinienem był ci mówić o zdjęciach z tyłu. Jest naga?

* ( z włoskiego oznacza to „ jednym tchem” – Dop. Weasley55)

- Nie.- Powiedział lekko 47. – Ale zawsze można mieć nadzieję!

- Pewnie. Odparł Amerykanin podnosząc aparat do oczu.- Chwila. Kogo my tu mamy? Thorakisa! Ok. Chłopcy i dziewczęta, dajcie mi jakieś soczyste zdjęcie*

*( Give me a money shot. – Chodzi tutaj o zdjęcia, dzięki któremu zarobi. – Dop. Weasley55)

Zadowolony, że nie został zaatakowany przez drugiego zabójcę, Agent 47 odwrócił się w stronę domu i odkrył, że paparazzi ma rację. Thorakis wszedł do sypialni i, sądząc po ręczniku wokół pasa, dopiero co wyszedł spod prysznica. Jego szerokie ramiona były gęsto obrośnięte czarnymi, kręconymi włosami. Kobieta powiedziała coś, gdy morski magnat pochylił się by ją pocałować.

- Zaczynamy! – Zachwycił się Fazio, pstrykając aparatem. – Wypieprz dziwkę! Weź ją na stojąco!

Byłoby to warte publikacji, ale nie zanosiło się na to. Okno było otwarte by wpuścić do środka nieco wieczornego powietrza, dzięki czemu obaj mężczyźni mogli usłyszeć dzwonek telefonu. Fazio zaklął, gdy Thorakis poszedł go odebrać, a jego kochanka opuściła sypialnię kilka chwil później.

Czekali przyczajeni, mając nadzieję na coś więcej, ale z wyjątkiem kilku przelotnych chwil, które widzieli, nic szczególnie fascynującego się nie wydarzyło. Gdy na górze zgasło światło nadszedł czas by się zbierać.

- Czas na drinka przed snem. – Powiedział Fazio ponuro. – Chcesz się do mnie przyłączyć?

Agent 47 nie miał najmniejszej ochoty na drinka, ale wiedział, że Scaparelli przyjąłby zaproszenie, więc on też musiał. Więc zabójca szedł za Amerykaninem przez las, w górę stromego zbocza i na ulicę nad nim. Stąd było niedaleko do baru, gdzie powitano Fazio po imieniu.

Po kilku piwach i grze w rzutki, 47 znalazł sobie wymówkę i wrócił do hotelu. Będąc w pokoju zablokował drzwi kredensem, zrobił sobie posłanie na podłodze i od razu zasnął.

Miał jednak sny. Dziwne sny o domu z wieloma pokojami, nieuchwytną kobietą i zegarem, który tykał nawet, gdy zabójca wystrzelił w niego sześć naboi.

CDN


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Weasley55 dnia Sob 18:24, 16 Sie 2008, w całości zmieniany 3 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Weasley55
PostWysłany: Nie 17:52, 17 Sie 2008 
Głowa Smoka
Głowa Smoka

Dołączył: 07 Paź 2007
Posty: 543
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 5 razy
Ostrzeżeń: 0/5


Nawet pomimo tego, że tylne drzwi były uchylone i zablokowane*, a zaraz przed wejściem stał na podłodze wentylator, wnętrze kuchni było gorące i zaparowane. Agent 47 wciąż przyzwyczajał się do tych warunków, mimo że był pomywaczem w „Bon Appétit” już od sześciu godzin. Pracę tą dostał po prostu przychodząc i prosząc o nią. Nie jako Scaparelli, ze względu na brzuch z pianki i inne rzeczy, ale jako brytyjski włóczęga potrzebujący zarobić dniówkę w drodze na Francuską Riwierę**

*(propped open – chodzi tu o sposób podpierania drzwi i okien by nie zamknęły się – Nie wiem jak to lepiej przetłumaczyć na polski – Dop.Weasley55)

** ( zwana także Lazurowym Wybrzeżem – Dop. Weasley55)

Na początku ten trik wydawał się dobrym pomysłem, ponieważ umieszcza go wewnątrz restauracji, gdzie Thorakis lubił jeść, ale teraz już nie był tego taki pewny. Co jeśli Grek się nie pokaże? Utknąłby w tym obrzydliwym miejscu, wszystkie godziny ciężkiej pracy poszłyby na marne, minąłby prawie cały następny dzień, a on nie zbliżyłby się do celu.

Jednak głupio byłoby odejść teraz, ponieważ w porze kolacji tłum wsypywał się do środka i tempo zaczęło się zwiększać. Kelnerzy wykrzykiwali zamówienia, kucharze klęli na siebie nawzajem, a wentylator szumiał, gdy urywki muzyki dochodziły z kaseciaka stojącego na półce. Wszystko razem, hałas, upał i zapachy z kuchni, składało się na piekło.

Na szczęście część jego pracy wymagała opuszczenia kuchennego chaosu i udania się do względnie spokojnej jadalni, gdzie zbierał plastikowe kosze wypełnione brudnymi talerzami. Mimo tego, że czas zdawał się wlec, miejsca wciąż się wypełniały.

I wreszcie nastąpił moment, na który czekał zabójca.

Właśnie opuścił kuchnię by przynieść najnowszy ładunek talerzy, gdy w pobliżu drzwi wejściowych rozległ się zgiełk i Agent 47 odwrócił się by zobaczyć Thorakisa i jego świtę wchodzących do restauracji. Zaraz za nimi widać było serię jasnych błysków, gdy Fazio i drugi paparazzi, próbowali za nimi wejść, ale wyprosił ich kierownik restauracji. Rozległ się nagły gwar rozmów, gdy wszyscy, którzy odwrócili się by popatrzeć na nowoprzybyłego gościa, wrócili do swoich stolików.

Większość obecnych nie miała pojęcia, kim była ta para, ale kilku ich rozpoznało i zaczęło o tym mówić. Rozległ się pomruk aprobaty, gdy Thorakis chwycił krzesło dla swojej kochanki, a następnie jeszcze więcej rozmów, gdy dwaj ochroniarze biznesmena usiedli przy sąsiednim stoliku. Wyglądali twardo i, sądząc po ich zachowaniu, znali się na swojej robocie.

Kolejny powód by dojść do Thorakisa bocznymi drogami, a nie bezpośrednio.

Ale był także piąty członek grupy. Elegancki mężczyzna z zaczesanymi do tyłu włosami, który wycofał się do kuchennych drzwi. To wydało się 47 interesujące, więc zaniósł swój wypełniony talerzami kosz z powrotem do kuchni i położył je obok zlewozmywaka. Podsłuchanie było łatwe, bo elegancki facet już wdał się z głośną kłótnię z szefem kuchni.

- Pan Thorakis je tutaj cały czas! – Oświadczył kucharz oburzonym tonem. – Więc jestem w pełni świadomy jego alergii. I mogę cię zapewnić, że nie podamy mu NIC szkodliwego. Może powinieneś zdobyć PRAWDZIWĄ pracę, zakładając, że masz kwalifikacje do przyrządzenia posiłku, w co wątpię.

- Czyś ty ZWARIOWAŁ? - Zawołał elegant machając kucharzowi kartką przed nosem. Spójrz na to menu! Jakie jest trzecie danie od góry? Monga, przepis z Gwinei Francuskiej. Jaki jest główny składnik Monga? Dwa funty pieczonego masła orzechowego i dwie łyżki stołowe oleju arachidowego, co wystarcza by zabić pana Thorakisa ze sto razy!

- Ale tylko wtedy gdybyśmy my to podali. – Zaoponował gniewnie kucharz. – Czego nie zrobimy!

- Nie, umyślne nie, - zgodził się elegant, - Ale kto wie ile twoich przyborów kuchennych, czy powierzchni jest skażonych? Wybór jest prosty. Możesz przygotować jedzenie dla mojego klienta pod MOJĄ kontrolą albo cała grupa wyjdzie stąd i nigdy nie wróci.

To była potężna groźba, ponieważ Thorakis był znany jako wielki rozrzutnik i przyciągał także innych klientów. Kucharz wiedział, co powiedziałby właściciel restauracji i musiał się uspokoić.

Agentowi 47 kazano wyczyścić miejsce pracy pod nadzorem eleganta. Musiał to zrobić nawet wtedy, gdy wszystkie niezbędne naczynia wyszorowano i zanurzono we wrzącej wodzie. Wtedy i tylko wtedy szefowi kuchni pozwolono przygotować pierś kurczaka nadziewaną kozim serem, którą Thorakis uwielbiał.

Trzy dodatkowe godziny minęły nim Agent 47 wymył ostatni talerz, odebrał wypłatę i opuścił restaurację. To był długi, ciężki dzień, ale efektywny. Jeden kawałek układanki został ułożony. Thorakis miał słabość. Potencjalnie śmiertelnie niebezpieczną słabość i wszystko, co musiał zrobić 47 to znaleźć sposób by z tego skorzystać

Było późne popołudnie i powietrze wciąż było ciepłe, gdy służąca szła ulicą w dół i zatrzymała się na przejściu. Ruch nie był duży, ale Maria ostrożnie rozejrzała się przed przejściem na drugą stronę. Była zmęczona, BARDZO zmęczona, tak samo jak cały personel za każdym razem, gdy pan Thorakis był w rezydencji.

Pani Desta mogła być męcząca, zwłaszcza, gdy spędzała za dużo czasu gapiąc się na swoje odbicie w lustrze, ale etiopska modelka pochodziła z biednej rodziny i wiedziała jak to jest służyć innym. Dzięki temu była bardziej wyrozumiała.

Ale pan Thorakis taki nie był…

Grek był często nerwowy, szczególnie, gdy interesy szły kiepsko, czyli, jak się zdawało, ostatnio prawie cały czas. Wtedy rzucał przedmiotami, na przykład mokasynem od Gucciego, którym oberwała wcześniej tego dnia, albo czasopismem dzień wcześniej. Po tych atakach prawie zawsze dostawali czek na 20 euro kilka godzin później, ale, tak samo jak większość personelu, Maria wolałaby przeprosiny.

Mogła oczywiście odejść, ale co dalej? Nie była tak piękna by przyciągać mężczyzn i nie miała umiejętności, których poszukiwały firmy. Maria wiedziała, że jej jedyną alternatywą była praca w jednym z hoteli w Sintra. Tego rodzaju praca, w której nie tylko zarabiałaby mniej, ale która zmuszałaby ją do wytrzymania harówki przez okrągły rok, gdy nieskończona procesja turystów przychodziłaby i odchodziła. Nawet, jeśli teraz było ciężko, Thorakis zazwyczaj spędza większość czasu gdzie indziej, więc gdy go nie było nastawały dosyć lekkie dni.

Tak myślała pokojówka, gdy człowiek niosący skomplikowany aparat wyszedł z baru niedaleko.

- Cześć! – Powiedział wesoło. - Mogę z tobą chwilę pomówić?

Maria słyszała o mężczyznach, którzy robili okropne rzeczy młodym kobietom, ale ten człowiek, z jego wielkim brzuchem, wyglądał dosyć nieszkodliwie, a poza tym w pobliżu było dość dużo turystów, więc zatrzymała się.

- Chcesz porozmawiać ze mną? – Odparła. – Dlaczego?

- Ponieważ jesteś ważnym członkiem służby Thorakisa, dlatego. – Odparł mężczyzna. – A ja pracuję dla „Le Monde”. To gazeta. Robimy profil pana Thorakisa i chcieliśmy dowiedzieć się więcej o jego życiu domowym.

Maria była zaintrygowana. Nikt nigdy nie spytał jej o opinie, nawet jej rodzice, a tutaj trafia się facet, który myślał, że była „ważna”.

- Co chciałbyś wiedzieć? – Spytała ostrożnie. - Czy będę miała przez to problemy?

- W większości błahostki. – Powiedział pocieszająco gruby mężczyzna. – Sprawy z życia wzięte. Jak na przykład, o której pan Thorakis kładzie się spać? Co je? Tego rodzaju rzeczy. I nie martw się, nie użyję twojego nazwiska. W dodatku, jeśli wypijesz ze mną filiżankę kawy w tej kafejce tutaj, zapłacę ci sto euro za to, że poświęciłaś mi swój czas.

Maria zerknęła na lokal, o którym mowa i z powrotem na mężczyznę. Kawa była bezpieczna, kawiarnia była bezpieczna, a sto euro to mnóstwo pieniędzy. W dodatku, po co miała wracać do domu? Po to, żeby matka ją dręczyła? A jej ojciec ciągle rozkazywał?

- Ok. – Powiedziała figlarnie. – Ale chcę pięćdziesiąt euro z góry.

Mężczyzna uśmiechnął się. – Jesteś bardzo bystrą, młodą kobietą. Udajmy się do kawiarni, gdzie będę mógł ci dać pierwszą połowę zapłaty bez przyciągania niczyjej uwagi.

Marii spodobał się ten pomysł, ponieważ Sintra była małym miastem i nie chciała by widziano ją przyjmującą pieniądze od obcokrajowca, zwłaszcza tutaj na głównej ulicy. Nawet pogłoska o skandalu mogła spowodować, że ojciec pobije ją swoim pasem. Jego zdaniem dziewictwo córki było jej jedyną zaletą.

Więc we dwójkę udali się do kawiarni, gdzie mężczyzna dał pokojówce pod stołem pięćdziesiąt euro i zamówił kawę dla nich obojga. Rozmowa trwała ponad godzinę, ponieważ reportera z „Le Mande” interesowały nie tylko najbardziej przyziemne szczegóły dotyczące jej pracy, ale także ludzie, z którymi pracowała oraz ich wzajemne relacje.

Dlatego była wyczerpana, gdy wywiad wreszcie dobiegł końca, a facet podał jej kolejny banknot pięćdziesiąt euro pod stołem

- Dziękuję Mario. – Powiedział szczerze. – Byłaś bardzo pomocna. Pamiętaj. Nie użyję w artykule twojego imienia, a ty też musisz zachować to w tajemnicy. W przeciwnym razie mogłabyś stracić pracę.

Maria skinęła głową, wstała i zerknęła na zegarek. Była pora kolacji! A Maria nie pomagała przy niej. Jej matka będzie wściekła.

Jednak wywiad był tego warty i pokojówka była szczęśliwa, gdy w pośpiechu wyszła.

Określając plan wnętrza domu oraz zwyczaje domowników, Agent 47 był znacznie bliżej ukończenia przygotowań. Pozostał jednak jeden problem, czyli jak wejść do posiadłości i zrobić to we właściwym czasie. Zgodnie z informacjami od Marii będzie musiał to zrobić w ciągu dnia, o najtrudniejszej możliwej porze.

Zabójca wypił resztki swojej kawy, opuścił kawiarnię i poczłapał ulicą.

Martwił się i wiedział, że miał ku temu dobry powód. Minuty i godziny mijały. Połowa czasu, który przydzielił mu pan Nu już minęła, a wciąż zostało dużo pracy do zrobienia. Znalezienie sposoby by dostać się do posiadłości w dzień będzie trudne. Nie, niemożliwe, ponieważ żaden z planów, które wymyślił nie był wykonalny.

Na przykład „gazeciarz”. Miał na imię Pedro i zgodnie z tym, czego dowiedział się zabójca, był emerytowanym stolarzem, który zarabiał kilka euro dziennie jeżdżąc o czwartej nad ranem swoim poobijanym Sedanem do Lizbony, kupując gazety i magazyny, które nie pojawią się w Sintra wcześniej niż późnym popołudniem i dostarczając je do posiadłości by Thorakis mógł je przejrzeć jedząc śniadanie. 47 Mógłby przekupić tego człowieka, podać się za jego syna i udać się na przejażdżkę. Potem, gdy strażnicy przywykliby do widoku nowej twarzy, reszta byłaby prosta. Z tym wyjątkiem, że Pedro nigdy nie spędził w domu więcej niż pięć minut, co znaczy, że jego fałszywemu synowi też na to nie pozwolą i zabójca wrócił z powrotem do punktu wyjścia.

Kilka innych możliwości zostało wyeliminowanych w ten sam sposób. To coraz bardziej denerwowało agenta i zaczął się zastanawiać, czy cały jego plan nie trafi do kosza.

Wreszcie zdecydował, że najprostsze rozwiązanie będzie najlepsze. Gdy większość mieszkańców Sintra będzie spała, wejdzie do posiadłości w nocy, skryje się do rana i wykona zabójstwo. Potem zamiast uciec wróciłby do swojej kryjówki i pozostał tam dopóki nie skończy się zamieszanie.

Jeśli plan się uda, śmierć Greka będzie wyglądała na wypadek, co oznacza, że nikt nie będzie go szukał. O zmierzchu Agent 47 wyśliznąłby się znowu z domu i przeszedł przez mur.

Z tego co zaobserwował 47, ochrona Thorakisa ma pewne niedociągnięcia. Być może ze względu na koszty lub niepowodzenie w interesach, o którym wspominała Marta. Według niej liczba strażników wynosi jedną trzecią tego, co kiedyś, a Grek odłączył całodobowe kamery być może mając nadzieję, że sama ich obecność nabierze intruza.

Musiał znaleźć sposób by zneutralizować tego cholernego psa. Nie zabić, bo to zaalarmowałoby strażników, ale obezwładnić go na wystarczająco długo by zdążył wejść i wyjść.

Rozwiązaniem był środek uspokajający, który 47 ukradł z pobliskiego gabinetu weterynarza razem z kilkoma innymi rzeczami by ukryć to, czego naprawdę szukał. Ponieważ weterynarz był także lokalnym inspektorem weterynarii, zabójca mógł ukraść także broń na strzałki ze środkiem usypiającym.

Z takim wyposażeniem nadszedł czas na próbę. To było jedno z najważniejszych zleceń w jego karierze i nie miał zamiaru zostawić czegokolwiek przypadkowi.

Zdejmując z siebie przebranie Scaparelliego w hotelu, 47 z łatwością zszedł zboczem za dom i ukrył się za murem. Było późno, więc większość świateł było zgaszonych i, z wyjątkiem psa i dwóch strażników, cały personel najwyraźniej spał.

Owczarek niemiecki spacerował sobie luzem, więc niedługo potem pies zbliżył się i zatrzymał by poczuć nocne powietrze. Agent 47 usłyszał warczenie wydobywające się głęboko z gardła zwierzęcia i wiedząc, że niedługo zaszczeka, starannie wycelował. Pistolet gazowy mógł wystrzelić jedną podskórną igłę na raz, co znaczyło, że pierwszy strzał musiał być trafny, a w nocy było to spore osiągnięcie, zwłaszcza, że używał nieznanej broni.

Szczekanie już formowało się w gardle owczarka niemieckiego, gdy 47 nacisnął spust. Rozległo się ciche „puf”, gdy strzała wystrzeliła prosto i celnie, a potem skowyt pełen zdziwienia, gdy igła wkuła się w ciało i dostarczyła mieszankę etaminy i ksylenu w proporcji 5:1 do układu krążenia psa. Zwierzę zrobiło trzy chwiejne kroki, zatrzęsło się, próbując zachować równowagę i upadło. Idealnie.

Ale czy ktoś to usłyszał?

Agent 47 wahał się przez moment i krew pulsowała mu w uszach nim przeskoczył mur. Strażnicy znajdą psa, to było pewne, ale jak szybko? Konieczne było odzyskanie igły i wejście do domu nim zwierzę zostanie znalezione.

Jedną z wielu rzeczy, jakie 47 dowiedział się od Marii było to, że kamery nie były włączane w dzień, zgodnie z teorią, że nie ma potrzeby elektronicznego monitoringu dopóki strażnicy patrolują teren. Czy tak samo było w nocy? Agent 47 miał się wkrótce dowiedzieć, gdy biegł przez podwórko do miejsca gdzie leżał półprzytomny pies, wyjął strzałkę z żółtym piórkiem z boku zwierzęcia i wsunął ją do kieszeni. Ten szczegół był bardzo ważny. Nie mając żadnych dowodów strażnicy wywnioskują, że zwierzę zachorowało i być może skupią się na nim zamiast na szukaniu intruza.

Chwilę później dało się słyszeć męski głos wzywający owczarka niemieckiego, który stawał się coraz głośniejszy. Zabójca poczuł coś ciężkiego na dnie żołądka, gdy podszedł do tylnych drzwi. Czy wystarczy mu czasu na otwarcie drzwi wytrychem? Nie. 47 był dosyć pewny, że nie wystarczy, gdy przyłożył rękę do gałki w drzwiach i przekręcił ją.

Gałka się obróciła, drzwi się otworzyły i był w środku!

Co z alarmem? Thorakis na pewno go miał. Nic, dom był cichy jak grobowiec i tylko tykanie stojącego zegara zakłócało idealną ciszę. To sugerowało, że szef ochrony za bardzo ufał swoim ludziom.

Bojąc się narobić hałasu albo zostawić w domu (który zdaniem Marii był nienagannie czysty) smugę zdradzieckiego kurzu, 47 zdjął buty, związał ich sznurowadła razem by móc zawiesić je na szyi i przenikał z pokoju do pokoju niczym duch.

Po chwili, pewny, że zna plan domu na pamięć, podążał słabo oświetlonymi schodami w górę na niewykończony strych. Tam, zgodnie z tym co powiedziała Maria, starsza gosposia miała sporadyczne schadzki z kucharzem morskiego magnata, który był lekkim kobieciarzem.

Osiągając swój cel, Agent 47 pogrzebał w plecaku*, przeładował pistolet gazowy i schował broń z powrotem. Jeśli odmierzył prawidłową dawkę być może uda mu się uciec bez ponownego usypiania psa. Zwłaszcza jeśli strażnicy zabrali go do weterynarza i zostawili na noc. Tymczasem miał w plecaku sporo jedzenia i wody oraz odtwarzacz MP3 do przesłuchania w trakcie nadciągających nudnych godzin.


*( Shrugged his way out of day pack – Nie jestem do końca pewny, bo Strug to „wzruszyć ramionami, a słowem „daypack” określa się plecak – Dop. Weasley55)



Poruszając się bardzo ostrożnie, dotarł do stosu pudeł i wpełzł za kilka z nich. Podłoga była twarda, ale był do tego przyzwyczajony i znalazł miejsce zarówno wygodne jak i bezpieczne.

W międzyczasie, piętro niżej człowiek, którego Agent 47 planował zabić był całkowicie rozbudzony i wpatrywał się w sufit.

Nawet mimo tego, że rzeczy szły dobrze i miał powody by być zadowolonym, czuł się jakby lodowato zimne palce ściskały mu wnętrzności.

Dlaczego?

Nie było sposobu by się tego dowiedzieć, a godziny wlokły się powoli.

CDN


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)

Zobacz następny temat
Zobacz poprzedni temat
Strona 3 z 5
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4, 5  Następny
Forum Strona Główna  ~  Hyde Park

To forum jest zablokowane, nie możesz pisać dodawać ani zmieniać na nim czegokolwiek   Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi


 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach